​Pierwsza w Polsce operacja wydłużenia kości za pomocą gwoździa z silnikiem napędzanym polem magnetycznym odbyła się dziś w Warszawie. Przeszedł ją instruktor narciarstwa, którego kość udowa po wypadku samochodowym skróciła się o pięć centymetrów. Teraz kość będzie wydłużać się o milimetr dziennie, a za 50 dni wróci do normalnego rozmiaru. Operację przeprowadził doktor Konrad Słynarski, założyciel polskiego oddziału Towarzystwa Artroskopii Kolana i Medycyny Sportowej oraz współtwórca Polskiego Towarzystwa Artroskopii.

Zdjęcie ilustracyjne /Krzysztof Kot /RMF FM

Wyjątkowość operacji związana jest z zastosowaną technologią, która oparta jest na metalowym gwoździu wkładanym do środka kości. W pręcie znajduje się silnik, który napędzany jest polem magnetycznym. Zaaplikowana metoda pozwala przez pierwsze kilka tygodni o milimetr dziennie - lub więcej - powiększać osadzony w kości gwóźdź, wydłużając stopniowo zarazem kończynę oraz korygując zaburzoną oś mechaniczną.

W przypadku pierwszego pacjenta, który przeszedł tę operację w Warszawie, doszło do skrócenia kości udowej wraz z zaburzeniem jej kształtu na skutek wypadku samochodowego. Poszkodowany jest instruktorem narciarstwa z wieloletnim stażem, który chciałby jak najszybciej wrócić na stok narciarski. Zdecydowałem się na operację ze względu na swoją pasję, jaką jest narciarstwo, bo nie ukrywam, że to jest coś, co mnie napędza w życiu - mówił pan Przemysław, instruktor narciarstwa, przed planowaną operacją. Chciałbym dalej jeździć na nartach, a przede wszystkim uczyć i zarażać innych moją miłością do dwóch desek - dodał.

Do tej pory zabiegi wydłużania kości zarówno w Polsce, jak i na świecie, wymagały stosowania zewnętrznego stelaża, który pacjent musiał nosić przez kilka tygodni po operacji. Całość związana była z wysokim ryzykiem powikłań, pojawienia się zakażeń oraz uszkodzeń mięśni tkanki podskórnej, będących efektem stosowania stelaża przez długi okres po wykonanym zabiegu. 

Technologia, która została zastosowana podczas operacji jest małoinwazyjna, a co najważniejsze zewnątrz jest niewidoczna dla pacjenta, zwiększając przy tym jego komfort po zabiegu - mówi doktor Konrad Słynarski. Gwóźdź jest włożony do środka kości, wydłużając powoduje korekcje zaburzeń dotyczących kształtu oraz długości kości - tłumaczy. Ten gwóźdź jest ryglowany na dwóch końcach. Pacjent musi teraz przykładać specjalny magnes, który pacjenci otrzymują od nas do domu w specjalnej walizce. Codziennie odbywają się trzy sesje z wykorzystaniem magnesu - dzielimy ten milimetr na trzy mniejsze odcinki. U pacjenta, który ma 5-centymetrową korekcję, powiększanie kości będzie trwało około 50 dni. Maksymalna długość, jaką możemy w ten sposób uzyskać, to 8 centymetrów. Czasami możemy to przyspieszać, żeby uzyskać rozciągnięcie kości zanim ona zastygnie. W środku tej kości tworzy się nowa tkanka - kostnina - i ona musi stwardnieć jak lawa, która wylewa się i zastyga. Po zastygnięciu rozciąganie nie jest już możliwe - tłumaczy lekarz.

(łł)