Pielęgniarki z bloku operacyjnego w szpitalu w Rybniku zaostrzają protest. Przez ostatnie dwa tygodnie domagając się podwyżki i pracując prowadziły głodówkę rotacyjnie. Teraz nie będzie już rotacji. Będzie za to problem z obsadą ostrych dyżurów.

Wrześniowa manifestacja pielęgniarek w Warszawie /arch. RMF FM /

Dwadzieścia trzy siostry zadeklarowały w poniedziałek, że będą głodować bez przerw. Jeśli gorzej się poczują, pójdą na L4. Patrząc wstecz, panie brały po 2-3 dniach zwolnienia lekarskie, więc myślę, ze środa lub czwartek może być takim dniem, że w szpitalu nie będzie zespołów anestezjologicznych i instrumentariuszek - ostrzega Wiesława Frankowska, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Bloku Operacyjnego, Anestezjologii i Intensywnej Terapii w rybnickiej placówce.

Do tej pory z powodu protestu szpital musiał odwołać około 50 operacji planowych. Protestujące zapewniały natomiast obsadę na ostrych dyżurach. Zgodnie z planem wykonywane też były zabiegi u dzieci oraz pilne przypadki onkologiczne. Robiłyśmy wszystko , żeby pacjent nie był zagrożony. Przez lata ciągle nam się coś obiecuje, albo nas się straszy, że za bramą 10 innych chętnych na nasze stanowiska stoi , że jak nam się nie podoba, to możemy się zwolnić. Przyszedł taki moment , ze jesteśmy zdeterminowane , złe na tą sytuację , nikt nas nie chce wysłuchać więc jesteśmy gotowe do ostrego strajkowania - mówią pielęgniarki. Dodają, że niektórzy kpili z dotychczasowej formy protestu czyli głodówki rotacyjnej.

Pielęgniarki domagały się początkowo 400 zł podwyżek. Dyrekcja szpitala proponowała im przesunięcie do pensji zasadniczej 10-procentowych dodatków, które już teraz dostają. Kobiety obniżyły więc swoje żądania , ale mimo wielu godzin negocjacji do porozumienia nie doszło. Szpital tłumaczy, że w obecnej sytuacji finansowej nie stać go na podwyżki i że nie może ich dać jednej tylko grupie zawodowej. Dyrekcja apelowała o zawieszenie protestu i powrót do rozmów w lutym.