"Koledzy z wojska w Krakowie ładnie nas nazwali: "słonecznym patrolem". Sympatyczne to jest bardzo, ale lataliśmy głównie w nocy. Udało nam się wykryć kilka łodzi. Jedna z nich była w zagrożeniu" - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Kubą Kaługą por. Tadeusz Kołaszewski ze Straży Granicznej. Jest dowódcą załogi samolotu Skytruck, który wrócił do Polski z misji w Grecji. W ramach agencji Frontex Polacy patrolowali tam Morze Śródziemne i namierzali łodzie z osobami, które nielegalnie próbowały dostać się z Afryki do krajów Unii Europejskiej.

Samolot straży granicznej /Kuba Kaługa (RMF FM) /RMF FM

To nie pierwsza tego typu misja, ale w związku z falą uchodźców i migrantów, szczególnie się jej przypatrujemy. Jak długo trwała?

Około miesiąca. Z przelotami w jedną i drugą stronę.

Jakie były wasze zadania?


Naszym zadaniem było patrolowanie akwenu Morza Śródziemnego i detekcja łodzi z emigrantami, łodzi, które były w zagrożeniu również. I przekazywanie takich informacji do jednostek pływających. Pełniliśmy służbę u wybrzeży Grecji. W pobliżu Kalamaty, to jest południowy fragment Peloponezu.

Ile lotów odbyliście?


20. Może 21. Około dwudziestu.

To były loty i w dzień i w nocy?


W zasadzie dominowały loty w nocy. Koledzy z wojska w Krakowie ładnie nas nazwali: "słonecznym patrolem". Jak tam wylądowaliśmy, żeby zatankować. Sympatyczne to jest bardzo, ale lataliśmy głównie w nocy. Także słońca mieliśmy mało podczas lotów.

Ile łodzi z emigrantami udało wam się wykryć?


Udało nam się wykryć kilka łodzi. Jedna z nich była w zagrożeniu, także monitorowaliśmy sytuację i przekazywaliśmy na bieżąco informację do jednostek na wodzie.

Na czym polegało to zagrożenie?


Ona zgłosiła sytuację "w niebezpieczeństwie". Trudno nawet określić, co się wydarzyło, bowiem ta łódź dryfowała cały czas. Zagrożenie zgłosiła wprawdzie na wysokości Grecji, ale wylądowała we Włoszech. Jakoś udało się im dotrzeć do Włoch. Zagrożenie mogło być więc pewnego rodzaju podstępem. Takie jest podejrzenie. Ale skuteczny podstęp, bo emigranci zrealizowali swój cel. Tam były próby podjęcia ich, ale oni nie do końca chcieli. Niejasne były ich intencje. Generalnie zagrożenie zgłaszali. Dryfowali, dryfowali i wylądowali we Włoszech.

Na jakiej podstawie w trakcie lotu jesteście w stanie ocenić czy dana łódź to łódź z nielegalnymi imigrantami?

Detekcja jest stosunkowa łatwa. Mamy dość dobre urządzenia do odnajdywania łodzi. Mamy radar, na którym widzimy wszystkie jednostki pływające. Jeżeli na radarze jednostka wygląda na dość oryginalną, że tak powiem, to przyglądamy się bliżej używając kamery. Jeśli to jest dzień, to jest zwykła kamera dzienna, jeśli w nocy - to kamera noktowizyjna. I to wszystko widać. Są nagrania. Te nagrania są przekazywane do ośrodków koordynacji.

Jesteście w stanie dostrzec, ile osób jest na pokładzie takiej łodzi?


Jesteśmy w stanie oszacować, bo wyliczenie jest niemożliwe. To jest dość duże zagęszczenie ludzi na takiej łodzi. Można później - na podstawie zdjęcia czy obrazu - liczyć, ale część ludzi jest na pokładzie, część pod podkładem łodzi. Także można tylko szacunkowo określić liczbę ludzi.

Jaka - pana zdaniem - jest skala migracji na Morzu Śródziemnym obecnie? U wybrzeży Grecji konkretnie.


Przyznam, że tam gdzie byliśmy, czyli na wysokości Kalamaty, ta migracja jest mniejsza. Ona się kieruje przez wyspy Kos, tam od strony Turcji. Także tam jest większy napływ emigrantów. Tutaj - pojedyncze łodzie, które chcą się przedostać bezpośrednio do Włoch.

To jest trochę taka walka: służby - różnych państw - kontra przemytnicy. Czy oni mają jakieś swoje sposoby, żeby was wprowadzać w błąd, próbować zmylić? Dysponują jakimś zapleczem technicznym?


Myślę, że nie. Oni mają sprzęt, który płynie bardzo powoli. Możliwość manewru mają ograniczoną. Ta sytuacja, o której opowiadałem, że była zgłoszona informacja o niebezpieczeństwie, to jest dość typowa sztuczka. Jeśli nikt nie podpływa, żeby ratować, to oni płyną dalej po prostu. I ponownie zgłaszają taką sytuację w innym miejscu. To jest chyba taka najbardziej skuteczna broń uchodźców i przemytników.

Jak zorganizowana jest praca na pokładzie Skytruck’a?


Na pokładzie jest 5 osób załogi. Dwóch pilotów w kokpicie. Jest technik pokładowy i dwie osoby, które obsługują urządzenia: radar, skaner i kamerę. Jeden lot patrolowy trwał około 4 godzin. Trudność polegała na tym, że byliśmy do dyspozycji całą dobę. Był określony czas lotu, ale tak naprawdę nie wiedzieliśmy nigdy czy do niego dojdzie. Także dyspozycyjność była 24-godzinna.