Kilkunastoosobowa komisja sprawdza warunki, w jakich produkowane są oscypki, namawia na certyfikaty i grozi karami. Dotąd tylko kilku baców z ponad stu zdecydowało się wystąpić o certyfikat na produkcję oscypka. Pozostali śmieją się, że niedługo członków komisji będzie więcej niż ich.

Bacowie jak oscypki produkowali, tak produkują; jak sprzedawali, tak sprzedają i uważają, że  nie jest im potrzebny do tego żaden certyfikat. Wręcz przeciwnie - certyfikat oznacza dodatkowe koszty, kontrole i kłopoty.

Co z tego, że Unia Europejska wymaga certyfikatu na produkcję oscypka, skoro nikt kupując go nie pyta o taki certyfikat. To się ma jednak zmienić - ostrzegają władze powiatu tatrzańskiego. Na razie kontrolowane są bacówki, a bacowie pouczani. Potem sprawdzane będą punkty gastronomiczne, czy mają certyfikaty na sprzedawane w karczmach czy hotelach oscypki. Wreszcie za miesiąc będą ponowne kontrole i wtedy mogą posypać się mandaty. Bacowie tym się jednak nie przejmują - najwyżej zlikwidujemy bacówki - mówią - i będzie wtedy spokój.

Baca Andrzej Staszel Furtek ma swoje zdanie na temat komisji

Hodowla owiec jest coraz mniej opłacalna, coraz trudniej znaleźć też chętnych do wypasania owiec. Jeśli bacowie napotkają kolejne trudności, to wielu może po prostu porzucić swe zajęcie. A wtedy certyfikatów nie będzie trzeba, bo nie będzie komu ich wydawać.