Wiadukt na styku Lubonia i Łęczycy, oddany do użytku w tym tygodniu, ucieszył tysiące kierowców jeżdżących wojewódzką drogą Poznań-Mosina, bo dzięki temu skończyły się odwieczne korki. Organizacja ruchu przy pracach wykończeniowych na wiadukcie odcięła jednak jedną rodzinę od drogi. Firma budowlana, realizująca inwestycję PKP PLK, tak przygotowała organizację ruchu, że postawiła na jedynym dojeździe do domu rodziny barierkę i znak zakazu wjazdu.

Jesteśmy odcięci od świata - mówiła w środę Magdalena Mikołajczak, mieszkanka sąsiadującego z budową domu. Nie dostaliśmy oficjalnie też żadnej informacji, ani pisemnie, ani ustnie, jak mamy się teraz poruszać. Robotnicy wskazują nam gruntową drogę, która jednak jest drogą prywatną - dodawała Mikołajczak.

Wskazana droga nie istnieje na mapach. Do tego, według Mikołajczaków, jest to teren prywatny - nie można też legalnie na niego wjechać, bo z obu stron jest oznaczony zakazami wjazdu.

To nasza droga, kolejowa - odpowiada reporterowi RMF FM Zbigniew Wolny z PKP PLK. Jeśli są tam znaki zakazu wjazdu, to je zdejmiemy. Chcę też jednak podkreślić, że to organizacja tymczasowa i będzie obowiązywać około 3 tygodni - tłumaczył Wolny w czwartek.

W czwartek Wolny obiecał też, że ustali, dlaczego o nowej organizacji ruchu nie poinformowano zainteresowanej rodziny. Co ciekawe, tego samego dnia na dojeździe do posesji pojawiła się... kolejna barierka i kolejny znak zakazu wjazdu, a z rodziną nadal nikt się nie skontaktował.

Wskazana przez PKP PLK droga gruntowa od lat jest używana jedynie przez pieszych i rowerzystów. Na potrzeby nowej organizacji ruchu nikt jej nie przygotował. Dopiero po interwencji RMF FM został przekreślony znak zakazu wjazdu na odcinek prowadzący do domu Mikołajczaków od drugiej strony. Na mapach ta droga, prawdopodobnie część ulicy Łagodnej, wciąż się nie pojawiła.

Mieszkańcy odciętego domu wzywali już na miejsce policję, która próbuje mediować z wykonawcą prac. Interweniuje też samorząd gminy Komorniki, na terenie której leży Łęczyca.

Konflikt Mikołajczaków z PKP PLK i budującą wiadukt firmą Skanska ciągnie się od początku budowy w 2014 roku. Rodzina twierdzi, że przez inwestycję pojawiły się rysy na ich budynku, a prace prowadzone w nocy (przede wszystkim wbijanie ogromnych pali) były zbyt głośne. Do tego, mimo że dom stoi zaledwie 15 metrów od nowego wiaduktu, jego mieszkańcy nie byli informowani o żadnych pracach. Kolej odpowiada, że cała inwestycja jest prowadzona zgodnie z przepisami prawa i ze wszelkimi wymaganymi pozwoleniami.

(ł, mpw)