Zarzut fizycznego i psychicznego znęcania się nad dziećmi usłyszeli 26-letnia bydgoszczanka, Agnieszka L. i jej konkubent. Para katowała chłopców w wieku 2 i 4 lat; Kacper i Rafał byli bici, głodzeni i torturowani psychicznie. Policję zaalarmowali sąsiedzi. Opiekunom grozi 5 lat więzienia.

Sprawą zszokowani są nawet policjanci. Dzieci były głodzone, poniżane; aby dały spokój matce musiały przez wiele godzin chodzić od ściany do pieca, aż upadały ze zmęczenia. A jak mówi Maciej Daszkiewicz z bydgoskiej policji, lista domowych tortur była długa. Dzieciom przywiązywano nocniki do nóżek i musiały tak chodzić kilka godzin. Była to, rzekomo, metoda na nauczenie dzieci załatwiania się - opisuje.

Dzieci były bite m.in. za zabieranie z lodówki jedzenia. O sprawie policję powiadomili sąsiedzi. Matka nie przyznaje się do winy

Dzieci trafiły najpierw do szpitala, gdzie przeszły badania, następnie pod opiekę pedagogów z Bydgoskiego Zespołu Placówek Wychowawczych. Dyrektor Natalia Lejbman podkreśla, że dzieci potrzebują teraz przede wszystkim spokoju. Nabierają dopiero zaufania i pewności, że to miejsce, w którym teraz przebywają, jest bezpiecznym miejscem dla nich - wyjaśniła w rozmowie z reporterem RMF FM, Tomaszem Fenske.

Matka nie przyznaje się do winy; sąsiedzi wiedzą jednak, że znęcała się nad dziećmi psychicznie. Ona ręki nie podniosła, ale co z tego? Brała w tym udział. To już za daleko zaszło - komentuje jedna z sąsiadek i dodaje, że dramat dzieci trwał już od dłuższego czasu. Prosiliśmy, ostrzegaliśmy, ale nic nie pomagało. Wreszcie sąsiedzi zadzwonili na policję, gdy zobaczyli na ciele dziecka siniaki.

Ostatni raz Kacper i Rafał zostali pobici za to, że bez wiedzy matki i konkubenta otworzyły słoik marmolady.