„Nikt z lekarzy nie miał odwagi powiedzieć mi, co się stało. O tym, że nasze dziecko nie ma rąk i nóg, dowiedziałam się od męża” - mówi Anna Pelon. To było w listopadzie ubiegłego roku. Teraz rodzice chłopca czekają na bieg, z którego dochód zostanie przeznaczony na pierwsze protezy dla Oliwiera.

Reporter RMF FM rozmawiał z rodzicami chłopca

W czasie ciąży mama chłopca kilka razy robiła badania, lekarze niczego złego nie stwierdzili. Kobieta musiała rodzić przez cesarskie cięcie, dlatego momentu porodu nie może pamiętać.

Trudno to opisać. Miałem wrażenie, że to jakiś niedobry sen, koszmar. Coś, czego człowiek się nie spodziewa - mówi ojciec chłopca, Kacper Pelon. Dla jego żony najtrudniejsza była chwila, gdy dowiedziała się, jak wygląda jej syn. Po porodzie widziała tylko zdjęcia, bo dziecko trzeba było przewieźć do innego szpitala. Oliwiera wzięła na ręce dopiero kilkanaście dni później. Szybko musieliśmy się zmobilizować, działać, żeby przede wszystkim jemu pomóc. Kiedy brałam go wtedy na ręce, był taki bezbronny. Ale żył. I to stało się najważniejsze - wyznaje Anna Pelon. 

Teraz Oliwier tryska energią, rodzicom trudno utrzymać go na rękach. Wszystko go interesuje. Próbuje stawać na tym, co ma. Jak może, to przyciąga sobie zabawki, próbuje utrzymywać kubek, bardzo interesują go inne dzieci. Daje sobie radę, oczywiście na tyle, na ile może i potrafi - komentuje ojciec chłopca.

Reporter RMF FM rozmawiał z rodzicami chłopca

Sporo czasu spędzają na badaniach, jeżdżą z nim na ćwiczenia, niezbędna jest rehabilitacja, by wzmacniać części kończy po to, by niedługo można było założyć Oliwierowi protezy. Mają być gotowe jesienią. Wtedy skończy rok i mamy nadzieję, że - tak jak inne dzieci w jego wieku - zacznie uczyć się chodzić - wyznaje mama Oliwiera. Chłopiec na razie będzie miał 3 protezy: dwie na nogi i jedną na rękę. Drugą z nich będzie mu można dopasowywać dopiero za jakiś czas.

Rodzice chłopca nie kryją, że mają żal do lekarzy. Przez dziewięć miesięcy ciąży nikt nie zorientował się, że dzieje się coś złego?  - pyta Kacper Pelon. Teraz wiadomo, że był to tak zwany zespół taśm owodniowych. W czasie ciąży pasma te owinęły się wokół kończyn chłopca i doszło do ich częściowej amputacji.

Być może to dałoby się zoperować, pomóc mu, gdybyśmy tylko wiedzieli, że coś takiego zachodzi - mówi mama chłopca. Dlatego skierowali sprawę do Izby Lekarskiej, żeby ta oceniła postępowanie lekarzy, którzy badali kobietę. To nie tak miało być. Życie jego i nasze miało inaczej wyglądać. Ale teraz robimy wszystko, żeby mu pomóc - mówi mama Oliwiera. I zaraz dodaje: ale to ciągle boli. I chyba nigdy nie przestanie.

Rodzice chłopca bardzo dziękują wszystkim tym, którzy im pomagają. Także organizatorom i uczestnikom najbliższego biegu charytatywnego. Odbędzie się on w sobotę w Podzamczu, na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dystans do przebiegnięcia to: 5 i 10 km. Ale można też ten odcinek przejść.Jeszcze można się zapisywać. TUTAJ ZNAJDZIECIE SZCZEGÓŁY