Zarzut psychicznego znęcania się nad trójką dzieci swojej żony, oraz fizycznego znęcania się nad jednym z nich - dwuletnią Lilianą - usłyszał 24-latek z Piły. Dziewczynka, dla której mężczyzna był ojczymem, we wtorek zmarła w szpitalu. W środę śledczy przesłuchali matkę dziewczynki. Kobieta zeznała, że dziecko nie żyje, bo popchnął je ojczym. Na początku tego tygodnia 2-latka trafiła do szpitala ze śladami pobicia. Lekarzom nie udało się jej uratować.

Ojczym dziecka doprowadzony do prokuratury /Krzysztof Kuźmicz /RMF MAXXX

W czwartek śledczy przesłuchali ojczyma dziewczynki. Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty. Jeden z nich to fizyczne znęcanie się nad dzieckiem. Mąż kobiety, który się zdenerwował, złapał zbliżające się do niego dziecko. Obrócił je tyłem do siebie i popchnął. Dziecko siłą bezwładności upadło i uderzyło głową w metalową futrynę - powiedziała prokurator Magdalena Roman z Piły, powołując się na zeznania matki dziewczynki.

Według kobiety, jej mąż grał na komputerze. W grze przeszkadzało mu dziecko. Mężczyzna miał się zdenerwować i pchnąć dwulatkę.

Matka usłyszała w prokuraturze zarzut nieudzielenia pomocy.

Ojczym dwulatki nie przyznaje się do winy. Ma też odpowiadać za podanie żonie amfetaminy. Łącznie grozi mu do dwunastu lat więzienia. Przyznał się jedynie do tego, że kiedy dzieci były niegrzeczne, karał je stawiając w kącie, lub zamykając w łazience. Nie przyznał się do znęcania fizycznego. Nie można wykluczyć, że po zeznaniach mężczyzny, zarzuty wobec kobiety zostaną zmienione.

Wobec matki i jej męża prokuratura skierowała do sądu wniosek o tymczasowy areszt. 

Matka, ojciec, ojczym. Długa lista osób, które opiekowały się dzieckiem

Prokuratura podkreśla, że w ciągu ostatnich kilku dni dziewczynką opiekowały się różne osoby - matka, jej mąż, biologiczny ojciec dziewczynki i jego rodzice. Dziadkowie, według naszych ustaleń, opiekowali się tym dzieckiem i widząc, że jest ono w stanie zdrowia budzącym wątpliwości, konsultowali się z lekarzami - powiedziała wczoraj Magdalena Roman z Prokuratury Rejonowej w Pile. Według informacji prokuratury pogotowie zostało wezwane przez męża matki dziewczynki. 

Śledczy od miesiąca zajmowali się rodziną. W zeszłym roku dziewczynka trafiła do szpitala z siniakami. Lekarze podejrzewali niską krzepliwość krwi. W lutym to wykluczyli. Wtedy prokuratorzy zaczęli sprawdzać sytuację domową, ale nie znaleźli dowodów świadczących o pobiciu dziecka.

Krzysztof Kuźmicz RMF MAXXX

(ug)