Tylko 13 proc. poparcia dla koalicji SLD-UP. To trwała tendencja spadku – uważa socjolog prof. Jacek Wódz - wynikająca z wyczerpania się zaufania do partii. Nie dziwi to zresztą, bo wciąż słychać o nowych aferach z udziałem baronów SLD. Oto poczet „ojców chrzestnych" Sojuszu.

Od wczoraj bohaterem mediów jest Jerzy Jędykiewicz - baron z Pomorza podejrzany o szereg przestępstw gospodarczych, karno-skarbowych oraz pranie brudnych pieniędzy. [WIĘCEJ]

Pomorski „ojciec chrzestny” na horyzoncie pojawił się w latach 70. – pracował w gdańskim oddziale Hydrobudowy, gdzie szybko awansował na wicedyrektora. W 1982 r. był już dyrektorem przedsiębiorstwa, które budowało elektrownię jądrową w Żarnowcu. Żarnowiec miał świadczyć o potędze socjalizmu, jednak idea budowy zakładu, tak jak potęga socjalizmu zamieniła się w pył. Czas Jędykiewicza jednak się nie skończył. W 1988 r. został ostatnim PRL-owskim wojewodą gdańskim.

1989 r. - to zachwianie pozycji, co więcej - wydawało się, że ta postać odejdzie w niebyt. Jędykiewicza oskarżono o to, że pozwolił sprzedać za grosze 11 samochodów urzędu wojewódzkiego. Sąd wydał roczny zakaz pełnienie funkcji publicznych. Wówczas pomocną dłoń wyciągnął jeden z najbogatszych Polaków – Ryszard Krauze.

Jędykiewicz zostaje prezesem firmy Energobudowa. Wraca też do politycznej gry – w 1999 r. został wybrany na szefa SLD na Pomorzu. Zaprotestował tylko jeden z gdańskich radnych. Z takim życiorysem i przyjaciółmi wszystko jest możliwe.

Na wiernych kompanów mógł także przez bardzo długi czas liczyć niezatapialny Mariusz Łapiński, były mazowiecki baron SLD.

Na powierzchnię SLD-owskich salonów władzy wypłynął jako minister zdrowia ze swoją koncepcją scentralizowania kas chorych. Już jako minister stworzył potwora – ustawę o Narodowym Funduszu Zdrowia, którą później zakwestionował Trybunał Konstytucyjny.

Capo di tutti capi Łapiński lubi otaczać się podejrzanymi osobami, tworząc coś w rodzaju ośmiornicy - po włosku La Piovra. Razem z Naumanem i Deszczyńskim wplątali się w aferę korupcyjną w resorcie. Milion dolarów za wpis na listę leków refundowanych – tak brzmi jeden z zarzutów.

Łapiński znany jest z antypatii do dziennikarzy. Uważa, że media prywatne to – tutaj cytat z listu do posłów - zagrożenie dla państwa. Ale to on jednocześnie krzyczał Zdejmijcie go! do Emila i Milimetra, dwóch członków młodzieżówki SLD. Łapiński wraz z Naumanem i Deszczyńskim stworzyli zagrożenie dla reportera prywatnych mediów, który fotografował Łapińskiego.

Łapiński odszedł, ale jego macki nadal sięgaj daleko...

Świętokrzyski baron SLD. To już historia, ale jakże barwna. Człowiek, który jeszcze kilkanaście miesięcy temu rozdawał karty w całym województwie, dziś oskarżony o udział w aferze starachowickiej - stracił prawie wszystko. Oprócz najwierniejszych przyjaciół.

Długosz swoim rywalom nie dawał żadnych szans. Bezwzględny, rubaszny, czasem ordynarny – tak wspominają go ci, którym przyszło stanąć z Długoszem w szranki, nie tylko polityczne. Wygrać jakikolwiek przetarg z firmą, w której ulokował się były świętokrzyski baron było prawie niemożliwe. Jeśli nie wygrywał, zostawał podwykonawcą. Długosz był w stanie każdemu ze swoich zaufanych ludzi załatwić jakąś posadę. Czy całowali go za to po rękach – nie wiemy.

Prokuratura w Kielcach zakończyła prace nad aktem oskarżenia przeciwko trzem posłom SLD, zamieszanym w aferę starachowicką – dowiedziało się RMF. Przed sądem staną: Henryk Długosz, Andrzej Jagiełło oraz były wiceszef MSWiA, Zbigniew Sobotka. czytaj więcej

Inwestycje budowlane, choć wieloma interesował się prokurator, nie skończyły się zarzutami. „Chłopcy z ferajny” tylko naciągali prawo. Ale przyszła kryska na Długosza. Afera starachowicka niczym ryba zwinięta w gazetę pogrążyła go. Jego firmy wystąpiły o upadłość, skończyły się dochodowe kontrakty. Ale nie kończy się dobry humor Henryka Długosza. Uśmiech nie schodził mu nawet po wyjściu z prokuratury.

Przypomnijmy, po jednym z przesłuchań w sprawie afery starachowickiej z dumą zapowiadał, że wybroni się z zarzutów przed sądem. A wówczas może wrócić w szeregi chłopców z SLD.

Tablica rejestracyjna samochodu z numerem 001, to tylko jeden z przejawów niepodzielnej władzy posła Stanisława Kopcia ze Stargardu Szczecińskiego, byłego barona SLD na Pomorzu Zachodnim. Choć od kilku miesięcy Kopciem interesuje się prokuratura, on nadal jest wiceszefem sejmowej komisji rolnictwa. O szczegółach posłuchaj w relacji reportera RMF Piotra Lichoty:

22:20