"Jestem zszokowany (…). Nic nie wskazywało na jakąś zmianę. Nadal są przesłuchiwani świadkowie, jest ich ponad 60, a tu nagle po trzeciej rozprawie taka wolta" - tak Andrzej Tylman, ojciec zaginionej w listopadzie 2015 roku Ewy Tylman, komentuje zwrot w procesie Adama Z., odpowiadającego za zabójstwo kobiety. Sąd poinformował ostatnio, że mężczyzna może odpowiadać nie za zabójstwo Ewy Tylman, ale za nieudzielenie jej pomocy. Zdaniem Andrzeja Tylmana, jeśli proces "będzie prowadzony tak dalej, to nie wyjaśni" okoliczności śmieci jego córki.

Ojciec Ewy Tylman, Andrzej Tylman, na sali rozpraw /Jakub Kaczmarczyk /PAP

Adam Górczewski, RMF FM: Wczoraj zapadła decyzja sądu o wypuszczeniu Adama Z. z aresztu, będzie teraz odpowiadał z wolnej stopy. Jak Pan to przyjął?

Andrzej Tylman: Jestem zszokowany tą sytuacją, moja rodzina tak samo. Po trzech rozprawach sąd nagle skręca, zmienia kwalifikację prawną czynu. Jestem zszokowany, nie podoba mi się to i tego nie zaakceptuję.

Tej zmiany kwalifikacji prawnej jeszcze nie ma.

Ja wiem, że jeszcze nie ma tej zmiany, ale tak sąd zasugerował. Obrońca już jest cały happy, a ja nie wiem, co takiego się wydarzyło.

Pana zdaniem, trzeci dzień procesu mógł przynieść taką zmianę opinii sądu?

Zastanawiam się... ale na jakiej podstawie? Nic nie wskazywało na jakąś zmianę. Nadal są przesłuchiwani świadkowie, jest ich ponad 60, a tu nagle po trzeciej rozprawie taka wolta.

Z tego, co mówi sąd, wynika, że nadal brany jest pod uwagę udział Adama Z. w śmierci Pańskiej córki, ale może nie jako sprawcy, a kogoś, kto nie pomógł.

O to właśnie chodzi. Ja absolutnie go nie bronię, ale może ktoś inny zrobił krzywdę mojemu dziecku, a Adam Z. tylko ją tam podprowadził. On dysponuje wiedzą całkowitą. On wie, co się stało.

To dlaczego nie mówi?

Tego właśnie nie wiem. Boi się? Mogą być różne argumenty. On zachowuje się w sądzie tak luzacko, uśmiecha się. Człowiek z takimi zarzutami... Sąd na to nie powinien pozwolić. Przecież sędzia widzi, jak on się zachowuje. Wygląda (to tak), że on ma większe prawa niż my, poszkodowani.

Pana zdaniem, patrząc na początek, ten proces wyjaśni okoliczności śmierci Pana córki?

Jeśli tak będzie prowadzony dalej, to nie wyjaśni. Do tej pory zauważyłem, że przesłuchiwanie świadków jest lakoniczne i nic praktycznie nie wnoszące. Nie ma sensu w tych przesłuchaniach, nie ma przyciśnięcia świadków.

Do końca procesu jeszcze dużo rozpraw. Będzie Pan we wszystkich uczestniczył?

Nie wiem, czy pojadę na jakąś jeszcze sprawę, czy może część sobie odpuszczę, a syn pojedzie. To się odbija na moim zdrowiu.

Wierzę w sprawiedliwość w moim kraju. Wierzę, że ten proces osiągnie swój cel. Zobaczymy jednak, jak to pójdzie dalej, w jakim kierunku.


(e)