Nawet na pełne odszkodowania mogą liczyć kierowcy, którzy padli ofiarą nieuczciwych właścicieli stacji benzynowych. „Chrzczone” paliwo - jak wiadomo - niszczy silniki samochodów. Wg ostatniej kontroli, wciąż nie brakuje w Polsce stacji, które leją niepełnowartościową benzynę.

Co zatem powinni wiedzieć kierowcy, którzy zatankowali na trefnej stacji? Po pierwsze, tuż po wizycie w warsztacie trzeba się skontaktować z rzeczoznawcą. Ten sprawdzi samochód, wystawi opinię, pobierze także próbkę paliwa. Potem z gotowymi dokumentami trzeba udać się na stację, gdzie zatankowaliśmy „chrzczone” paliwo.

Czasem ta pierwsza rozmowa wystarcza, by dostać pełne odszkodowanie, czyli jak wyjaśnia szef UOKiK Cezary Balasiński - zwrot za paliwo, zwrot za naprawę, zwrot za części, które uległy uszkodzeniu.

Jeśli to nie pomoże, trzeba skontaktować się z rzecznikiem praw konsumenta. Ten pomoże sporządzić pozew sądowy, może nas także reprezentować w sądzie. Sąd to ostatnia deska ratunku, ale i często niezbędna - koszty naprawy mogą być ogromne nawet 10-12 tys. złotych.

Uwaga na „chrzczone” paliwo

Wyniki przeprowadzanych ostatnio kontroli niewiele różnią się od lat poprzednich. Nadal jest źle i mimo zapowiedzi osób, które za to odpowiadają, jaskość paliwa pozostawia wiele do życzenia. Aż 8 proc. przebadanych stacji sprzedawało paliwo, które nie spełnia wymagań jakościowych; aż 7 proc. właścicieli sprawdzonych stacji to recydywiści – zostali przyłapani na chrzczeniu paliwa także w ubiegłym roku.

Polskie paliwo bywa "chrzczone", ale nie wodą. Wg Centralnego Laboratorium Naftowego fałszerze stosują składniki chemiczne, które trudniej wykryć, a po wlaniu do baku są one bardziej niebezpieczne dla silników naszych aut. czytaj więcej

Najczęściej na oszustów natkną się kierowcy z województw: łódzkiego, zachodniopomorskiego i wielkopolskiego. Ale najgorzej jest w Pomorskiem - tam paliwo chrzciło 17 proc. z kontrolowanych stacji. Rekord nieuczciwości padł na jednej ze stacji niedaleko Kwidzyna. Dopuszczalna zawartość siarki w kilogramie oleju napędowego została przekroczono aż 136 razy. Mimo to - jak sprawdził nasz trójmiejski reporter Wojciech Jankowski - stacja działa:

Przypomnijmy. Pół roku temu wojnę nieuczciwym właścicielom stacji benzynowych wypowiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Mówił m.in. o cofaniu koncesji.

Jak sprawdził reporter RMF FM Łukasz Wysocki, Urząd Regulacji Energetyki odebrał do tej pory koncesję na sprzedaż paliwa siedmiu nieuczciwym właścicielom stacji. Kolejnych 28 przypadków jest rozpatrywanych.

Okazuje się bowiem, że tym, którzy zostali przyłapani na oszustwie pierwszy raz, grozi tylko kara finansowa. Wprawdzie niemała, ale pewnie dla właścicieli stacji i tak opłacalna. Dopiero kolejne udowodnione przypadki oznaczają utratę koncesji. A i to nie zawsze. Trzeba bowiem wykazać rażące naruszenie zasad koncesji. Co to znaczy? Czy to sprzedawanie wody zamiast benzyny czy paliwa złej jakości?

Do tego dochodzi jeszcze bardzo długa procedura. Nawet jeśli wydamy decyzję o cofnięciu koncesji, wówczas przedsiębiorca składa odwołanie do sądu. Ten rozpatruje je od 8 do 14 miesięcy, a właściciel sprzedaje paliwo - mówi przedstawiciel URE. Końca tej sytuacji nie widać…