Śmigłowcem, który wczoraj rozbił się w Domecku pod Opolem, leciał 57-letni Marek P. z dwoma synami - poinformował Stanisław Bar z Prokuratury Okręgowej w Opolu. Na miejscu zginęli ojciec i 31-letni syn. Lekarze walczą o życie 21-latka.

Służby na miejscu katastrofy /Aleksander Koźmiński /PAP

Do tragedii doszło w środę po godzinie 9. Lecący z Koszęcina (Śląskie) do Ziębic (Dolnośląskie) prywatny śmigłowiec typu Robinson R44 spadł na pole w Domecku, kilkadziesiąt metrów od zabudowań i drogi. Na miejscu zginęli dwaj z trzech mężczyzn lecących maszyną. Najmłodszego przewieziono do szpitala, gdzie wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. Jego stan lekarze określają jako stabilny, jednak nadal zagrażający życiu.


Jak powiedział prokurator Bar, ustalono tożsamość wszystkich uczestników tragicznego lotu. Jest to rodzina - 57-letni biznesmen i jego dwaj synowie. Najstarszy z nich został znaleziony na miejscu pilota. On też jako jedyny miał licencję uprawniającą do kierowania śmigłowcem. Wczoraj tożsamość ofiar potwierdziły żona i córka Marka P. - powiedział Bar.


Śledczy mają już urządzenie rejestrujące parametry lotu maszyny. Przesłuchano także świadków.

Wstępny komunikat w sprawie katastrofy w Domecku będzie ogłoszony przez Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych do trzydziestu dni od zdarzenia.