Wszystkie stymulatory wszczepione w tym tygodniu osobom w śpiączce już działają. W szpitalu uniwersyteckim w Olsztynie takie operacje przeszły cztery osoby - 22-letnia Ola, córka Ewy Błaszczyk, 24-letnia Agnieszka, 20-letnia Sylwia oraz 24-letni Adrian.

rof. Wojciech Maksymowicz i specjalista z firmy produkującej stymulatory uruchamiają stymulator ośrodkowego układu nerwowego, wszczepiony córce Ewy Błaszczyk - Oli Janczarskiej /Tomasz Waszczuk /PAP

Pacjenci nadal będą przyjeżdżali do Olsztyna na kontrole. Po miesiącu, pół roku i po roku będziemy kontrolowali ich stan zdrowia. To szansa dla pacjentów oraz rozwój nauki o czynności mózgu i wpływie modulacji za pomocą prądu elektrycznego - mówi naszemu reporterowi profesor Wojciech Maksymowicz, kierownik kliniki neurologii i neurochirurgii.

Pierwszych efektów można spodziewać się już po miesiącu używania stymulatora. Nie należy jednak oczekiwać cudów. Sukcesem będzie, jeżeli chorzy lepiej będą komunikowali się z rodzinami - będą reagowali na osoby, zdjęcia, wyrażali emocje, nawet przez zwykłe fiksowanie oczami. Na trzysta operacji przeprowadzonych w Japonii, u ponad 60 proc. osób widać było poprawę stanu zdrowia.

W piątek włączono dwa ostatnie stymulatory - u 20-letniej Sylwii oraz 24-letniego Adriana. Samo włączenie tych urządzeń jest bardzo proste. Wszystko działo się bezprzewodowo z pomocą tabletu. W ten sam sposób można urządzenie dostrajać. Stymulatory mają teraz cykl pracy 10 minut, 10 minut przerwy i na noc przerwa. Wtedy dochodzi do stymulacji elektrycznej poprzez elektrody. Impuls idzie przez rdzeń do pnia mózgu i wyżej do mózgu - mówi profesor Maksymowicz.

W stymulatorach nie trzeba będzie wymieniać baterii ponieważ ładowanie jest bezprzewodowe. Kolejne takie operacje mogą odbyć się już w lipcu. Szpital ma dostać kolejne stymulatory. Koszt jednego wynosi od 40 do nawet 70 tysięcy złotych.

(mpw)