Reklama

  • Nieprędko skorzystamy z dowodów elektronicznych

    Czwartek, 9 lutego (06:29)

    Wprowadzenie elektronicznych dowodów osobistych jest za drogie, a system jest na nie nieprzygotowany - ujawnia "Dziennik Gazeta Prawna". To oznacza, że kluczowy system ewidencji ludności wciąż będzie działał w oparciu o rozwiązania z lat 70. ubiegłego stulecia.

    Zespół, którym kieruje Roman Dmowski, wiceminister spraw wewnętrznych, kończy prace nad oceną możliwości produkcji elektronicznego dowodu osobistego. Przede wszystkim ma jednak stwierdzić, czy w obecnych warunkach w ogóle jest sens wprowadzania elektronicznych dowodów. Nieoficjalnie wiadomo, że wśród głównych powodów rezygnacji z nowego dokumentu są ogromne koszty.

    Cała operacja kosztowałaby do 400 mln złotych. Ale nie wiadomo, co dzięki niej zyskaliby Polacy. W założeniu nowy dowód miał być np. kluczem do placówek ochrony zdrowia i załatwiania spraw w e-urzędach. Ale żaden z tych systemów nie działa i nie wiadomo, kiedy zacznie - tłumaczy rozmówca gazety.

    Reklama

    Stanowisko MSW oznacza otwarty konflikt z resortem administracji i cyfryzacji, gdzie wiceministrem jest Piotr Kołodziejczyk. Do niedawna był on odpowiedzialny za projekty pl.id oraz PESEL 2, które pochłonęły od 100 do nawet 230 mln zł z funduszy UE. Na razie nie ma jednak konkretnych efektów tych wydatków a system ewidencji ludności działa wciąż w oparciu o rozwiązania dwóch pułkowników SB z końca lat 70.

    Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Reklama

Wasze komentarze (2)

  • 09.02 (12:46)
    ~dr.No
    "...wciąż będzie działał w oparciu o rozwiązania z lat 70. ubiegłego stulecia." Do liczenia wciąż używamy systemu sprzed tysięcy lat. Nie wiem czy to też dobrze???
  • 09.02 (09:09)
    ~Ariosto
    A na co jesteśmy przygotowani w tym śmiesznym średniowiecznym kraiku ? Z hiper ministrem cyfryzacji, który podstaw nie ogarnia i jego rerającym kolesiem, który dobry jest jedynie w okłamywaniu swoich wyborców.