Ktoś kto latał w warunkach łatwych i nagle spotka się z warunkami trudnymi, bardzo szybko może wpaść w panikę, a panika w samolocie równa się śmierć – tak ostatnią czarną serię katastrof awionetek tłumaczy Zbigniew Niemczycki, biznesmen, z zamiłowania pilot, organizator corocznych pikników lotniczych.

Większość małych, ultralekkich samolotów latających nad Polską wyposażonych jest w silniki bez certyfikatów – dowiedział się RMF. Chodzi o silniki, które nie są poddawane ścisłemu lotniczemu reżimowi technicznemu. czytaj więcej

Konrad Piasecki: Dziś katastrofa awionetki pod Łodzią, w sobotę koło Kamieńska, poprzedni weekend dwie katastrofy – jedna z nich niemal w centrum Warszawy. Czy nad polskim lotnictwem nagle zawisło jakieś fatum?

Zbigniew Niemczycki: Nie. To jest jakaś losowa zbitka tych wypadków. Stało się to w krótkim odstępie czasu. Natomiast w dalszym ciągu twierdzę, że latanie – jeżeli przestrzega się pewnych zasad, które w większości były krwią pisane w lotnictwie – to lotnictwo jest bezpiecznym środkiem do przemieszczania się z punktu A do punktu B.

Konrad Piasecki: Czyli odrzuca pan teorię o siłach nadprzyrodzonych i pechu, który zawisł nagle nad polskim lotnictwem? Ale cztery wypadki w ciągu praktycznie tygodnia to nie może być przypadek.

Zbigniew Niemczycki: W wypadkach lotniczych zawsze są dwa czynniki – czynnik ludzki i sprzęt. Jeżeli chodzi o statystykę wypadków lotniczych na całym świecie z zeszłego roku, wypadków wojskowych, cywilnych, lotnictwa komercyjnego, lotnictwa turystycznego to w tych wypadkach zginęło mniej więcej 2 tysiące osób.

Konrad Piasecki: Jeśli coś szwankuje, to który z tych czynników? Czynnik ludzki, czy czynnik techniczny częściej?

Zbigniew Niemczycki: W tych wszystkich wypadkach lotniczych, o których mówiłem, w 95 procentach zdecydował czynnik ludzki, ponieważ doskonałość maszyny jest coraz większa, coraz lepsze są silniki, coraz bardziej niezawodne.

Konrad Piasecki: Jeśli zdarzają się wypadki, jeśli to czynnik ludzki jest tutaj przyczyną tych katastrof, to w takim razie coś musi zawodzić w systemie szkolenia, w systemie egzaminowania.

Zbigniew Niemczycki: W lotnictwie wymagana jest przede wszystkim olbrzymia pokora. W większości przypadków, gdyby ludzie którzy latali, mieli tę pokorę plus doświadczenie i pozbyliby się chęci imponowania – co jest niezwykle groźne w lotnictwie (vide przypadek w Bydgoszczy), to tych wypadków by nie było. Przede wszystkim nie wolno pójść na skróty jeżeli chodzi o szkolenie. To wszystko czego mnie uczą w ławce, to przyjdzie moment, że życie przeegzaminuje w powietrzu.

Konrad Piasecki: A może to jest tak, że takie latanie turystyczne ma w sobie coś ze sportu ekstremalnego. Może właśnie ten łyk adrenaliny i to niebezpieczeństwo jest wpisane w ten sport? Może po prostu musimy się do tego przyzwyczaić, z tym oswoić, że skoro to jest sport ekstremalny to będą zdarzały się wypadki?

Zbigniew Niemczycki: Jeżeli to nie jest lotnictwo wyczynowe, nie jest to lotnictwo akrobatyczne to nie jest to sport ekstremalny.

Konrad Piasecki: Ale porównałby pan to do jazdy samochodem?

Zbigniew Niemczycki: W pewnym sensie tak, ale jeżeli ktoś na respekt do maszyny i ma tę pokorę, to latanie będzie mu sprawiało przyjemność.

Konrad Piasecki: Myśli pan, że ta zła passa się skończy?

Zbigniew Niemczycki: Tak. To wszystko to jest pewna statystyka. To był zbieg okoliczności, dlatego że to wszystko działo się w weekendy, kiedy więcej ludzi lata. Cześć nie zauważyła, że zmieniła się pogoda, że lato się skończyło. Przyszły warunki jesienne, warunki pogodowe są trudne. Ktoś kto latał w warunkach łatwych i nagle spotka się z warunkami trudnymi, bardzo szybko może wpaść w panikę a panika w samolocie równa się śmierć.