Proces wyszukiwania i ujawniania byłych współpracowników wschodnioniemieckiej służby bezpieczeństwa należy powtórzyć – uważa wielu ekspertów zza zachodniej granicy. Ich zdaniem lustracja przeprowadzona na początku lat 90. była niedokładna.

Podczas pierwszej lustracji zweryfikowano głównie wschodnioniemieckich polityków. Politycy z RFN właściwie zostali pominięci. Teraz sytuacja nieco się zmieniła.

Jakiś czas temu amerykańska CIA oddała Niemcom tzw. klucz to akt Rosenholz. Umożliwia on rozszyfrowanie pseudonimów osób, które w RFN pracowały na rzecz Stasi. Obecnie trwa dyskusja, jak powinna wyglądać taka druga lustracja i czy w ogóle powinna mieć miejsce.

Wśród współpracowników Stasi byli też Polacy. Ich lista jest długa, bo wschodnioniemieckie tajne służby bardzo interesowały się Polską, szczególnie w momencie powstania „Solidarności”.

Powstała nawet specjalna grupa operacyjna „Warszawa”, która zajmowała się tylko naszym krajem. Agenci mieli swoich informatorów w ministerstwach, komendach milicji i oddziałach terenowych PZPR. W latach 80. wydatki Stasi na działalność w Polsce wzrosły aż czterokrotnie.

Ponad 50 tysięcy Niemców współpracujących ze Stasi może zostać zdemaskowanych. Po wielu latach starań skompletowano i rozszyfrowano dokumenty komórki zagranicznej wschodnioniemieckiego wywiadu. Część akt zwanych Rosenholz znajdowało się w rękach CIA. czytaj więcej

W aktach Stasi można też znaleźć informacje o Zbigniewie Sobotce, wiceministrze spraw wewnętrznych i administracji, o którym od kilku miesięcy jest głośno w związku z aferą starachowicką.

Według dokumentów, agent S. przekazywał - świadomie lub nieświadomie - informacje o sytuacji w Polsce w latach 80. Te meldunki były sporządzane przez innych agentów Stasi. Nie ulega jednak wątpliwości, że miał z nimi kontakty, gdyż jego wypowiedzi są dosłownie cytowane.

14;05