To pierwsza dyscyplina sportowa, w której niewidomy może być snajperem. Pierwszą piłkę z grzechotką zrobili sami, później ściągali je z Brazylii. Od Polskiego Związku Piłki Nożnej zdobyli fundusze na specjalne bandy, które potem skręcili i postawili sami. Mowa o pierwszej w Polsce drużynie Blind Footballu z Krakowa. To właśnie oni stanowią trzon reprezentacji Polski w tej piłce nożnej dla niewidomych.

Piotr Niesyczyński, Mateusz Krzyszkowski i Marcin Ryszka z drużyny T6NWP /Przemek Błaszczyk /RMF MAXXX

Krakowska drużyna "Tyniecka 2008 Nie Widzę Przeszkód" bierze udział w wielu międzynarodowych turniejach. Teraz szykują się do zawodów w Lipsku.

Zawodników jest pięciu. Czterech niewidomych i jeden widzący bramkarz, który pełni role dyrygenta w obronie. Podpowiada piłkarzom, gdzie znajduje się rywal z piłką i jak się ustawić, żeby go zablokować.

Bramkarz ma jednak też ograniczone pole, bo może wyjść maksymalnie 2 metry od bramki i po metrze w bok. Jeśli wyjdzie poza swoje pole, odgwizdywany jest karny.

Co z tego, że bramkarz widzi, skoro i tak strzelamy mu gole - mówią zgodnie krakowscy zawodnicy.

Piłkarze grają specjalną piłką z grzechotką. Wszystko po to, żeby wiedzieć, gdzie znajduje się futbolówka.

Poza liniami bocznymi stoją też podpowiadacze, którzy pomagają zawodnikom w prawidłowym ustawianiu się.

Na boisku pojawiają się też osoby słabo widzące, dlatego wszyscy zawodnicy grają ze specjalnymi goglami na oczach tak, żeby nikt nic nie widział i każdy miał równe szanse.

Czym różni się jeszcze Blid Football od zwykłej piłki nożnej? Dookoła boiska ustawione są specjalne bandy, które ograniczają pole gry. Piłkarze też częściej komunikują się między sobą. Każdy z zawodników, który jest w promieniu trzech metrów od piłki musi mówić hiszpańskie słowo "voy", które oznacza "idę". Dzięki temu piłkarze wiedzą, komu można podać piłkę.

Jak zaczął się futbol dla niewidomych w Krakowie? Jeden z zawodników dowiedział się, że taka dyscyplina jest w programie igrzysk paraolimpijskich.

Byłem wtedy na pierwszym meczu. Opowiedziałem to naszemu dzisiejszemu, a wtedy przyszłemu trenerowi. Zaczęliśmy starania o piłki. Napisaliśmy do Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego informację, że chcemy zacząć grać. Dostaliśmy wtedy pierwsze 10 piłek. To był 2008 rok. Wcześniej piłki robiliśmy sami. Kupowaliśmy zwykłe piłki, przecinaliśmy, wkładaliśmy grzechotki i później łatał je nam wulkanizator - mówi jeden z zawodników.

Dziś niewidomi piłkarze otrzymują pomoc od PZPN-u, który sfinansował im np. specjalne boczne bandy. Jak sami mówią, cieszą się, że jako niewidomi mogą być w końcu snajperami.

Z Piotrem Niesyczyńskim, Mateuszem Krzyszkowskim i Marcinem Ryszką z drużyny T6NWP rozmawiał reporter RMF MAXXX Przemek Błaszczyk.