​Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmienił wyrok w głośnej sprawie karmienia piersią w restauracji w Sopocie. Właścicielowi lokalu nakazał przeproszenie klientki, której zwrócono uwagę, by nie karmiła dziecka przy stole. To była dyskryminacja - przyznał dziś Sąd Apelacyjny.

To była dyskryminacja - przyznał dziś Sąd Apelacyjny /Kuba Kaługa /

Sąd pierwszej instancji błędnie ustalił stan faktyczny. Klientka restauracji w Sopocie doświadczyła dyskryminacji ze względu na płeć - miedzy innymi tak sąd uzasadniał swoją decyzję w głośnej sprawie. Jak tłumaczył sąd, karmienie piersią jest nierozerwalnie związane z macierzyństwem. Do tego pani Liwia - nie mogąc karmić przy stole, a zamiast tego robiąc to na krześle w pobliżu toalety - dostała gorszą usługę niż inni klienci.

Jak mówiła dziś w sądzie pani Liwia, z nakazu przeprosin w lokalnym portalu jest zadowolona. Spełniło się moje marzenie. Wreszcie mogę otwarcie powiedzieć wszystkim kobietom, że mogą karmić swoje dzieci piersią i nie muszą się niczego obawiać. Prawo jest po ich stronie - mówiła dziś pani Liwia Małkowska.

Według dra Krzysztofa Śmiszka z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego,  to precedensowa sprawa. Świadczy o tym także fakt, że włączył się w nią również Rzecznik Praw Obywatelskich. Kobiety w Polsce dostały od państwa bardzo jasny sygnał, że karmienie piersią w miejscu publicznym to jest podstawowa funkcja, którą państwo powinno chronić. To jest sytuacja, do której nie ma nikt inny dostępu niż tylko matka i jej dziecko. Wszelkie utrudnianie karmienia w miejscu publicznym powinno być traktowane z całą stanowczością i powinno być uważane za dyskryminację ze względu na płeć - mówił Śmiszek, który od początku wspierał w tej sprawie panią Liwię.

Sąd przyznał jej także 2 tysiące złotych zadośćuczynienia. Właściciela sopockiej restauracji nie było dziś w sądzie.


(ł)