Strażnicy miejscy chcieli dobrze, a wyszło jak zawsze. W Gdańsku bezdomny stracił prowizoryczny dach nad głową. Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za sytuację.

Przy ulicy Kotwiczników bezdomny urządził sobie prowizoryczne miejsce noclegowe we wnęce zabytkowego, dawnego muru obronnego. Wstawił w nią sobie nawet drzwi. Opiekujący się murem muzealnicy wiedzieli o sytuacji, ale nie chcieli zimą wyrzucać bezdomnego, mimo że - jak mówią - dopuścił się samowoli budowlanej. Przyznają, że mieli z tego powodu formalny i moralny zarazem dylemat.

Taki rozłam między obowiązkiem a sercem. Obowiązkiem jest chronić ten numer. Obowiązkiem, takim oczywistym, byłoby natychmiastowe eksmitowanie i rozebranie tej zabudowy. Niewielkiej zresztą, ale jednak ingerencji w substancję historyczną. A z drugiej strony mamy jednak jakąś ludzką tragedię, a przynajmniej nieszczęście człowieka, który można powiedzieć znalazł się w jakiejś rozpaczliwej sytuacji życiowej. I któremu absolutnie nie chcemy jeszcze dokładać. Dlatego nie będziemy podejmować żadnych działań histerycznych, agresywnych, siłowych. Nie chcemy go wyrzucać. Jesteśmy już po rozmowach z opieką społeczną, będziemy szukać innego rozwiązania dla tej sytuacji - mówiła Monika Kryger z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.

Pod nieobecność bezdomnego zlikwidowali jego lokum

Bezdomni będą oprowadzać wycieczki

W portugalskim Porto bezdomni będą oprowadzać turystów po mieście. W ramach wspólnego projektu władz miejskich i miejscowego Uniwersytetu Katolickiego kandydaci na pilotów wycieczek muszą najpierw przejść trzymiesięczne szkolenie. czytaj więcej

Choć muzealnicy podeszli do sprawy z ludzkimi emocjami, ku ich zaskoczeniu, ktoś za nich, pod nieobecność bezdomnego, zlikwidował jego lokum. Do tego nie informował ani nie pytał o zgodę opiekującej się murem instytucji. W miejscu, w którym były rzeczy zgromadzone przez bezdomnego, została tylko kartka z adresami i numerami telefonów do gdańskich noclegowni.

Okazuje się, że lokum zlikwidowała... firma wywożąca śmieci, która zabierała odpadki ze stojących w pobliżu muru koszy. Jak twierdzi jej pracownik, zostało zrobione to na prośbę policji. Kiedy brygada była na Kotwiniczków podjechał do niej patrol policji i poprosił, czy by nie pomogli załadować śmieci oraz tam była jakaś taka ścianka działowa z tektury czy płyty pilśniowej i te wszystkie śmieci i tę ściankę zapakowali do śmieciarki. Tak to wyglądało - mówi Wojciech Ryndak, kierownik wywozu firmy Sita Północ.

Policja jednak zaprzecza i zapewnia, że wręcz przerwała demontaż w obawie, że może dojść do uszkodzenia muru. Gdy na miejscu zjawił się patrol, w murze zostać miała już tylko framuga drzwi. Na miejscu podczas likwidacji lokum był także patrol Straży Miejskiej. Strażnicy jednak odcinają się od tej sprawy. To oni jednak wczoraj umieścili na swojej stronie informację o bezdomnym mieszkającym w murze, dając jej tytuł "Do mnie się puka".

Dlaczego w ogóle taka informacja pojawiła się na stronie? Bo to było niecodzienne zaadoptowanie takiej przestrzeni - tłumaczy Miłosz Jurgielewicz, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Gdańsku. Dodaje, że informację umieścił pion prewencji, samodzielnie. Ja jestem w szoku, że ta sytuacja się tak skończyła. Zgłaszaliśmy tę sprawę zarządcy. Przybrała zły obrót, zupełnie nie tak jak powinno być. Bo ten człowiek został skrzywdzony. Tego typu interwencji strażnicy wykonują setki, mają to w zadaniach stałych, żeby chodzić po różnych śmietnikach, wiatach, pustostanach i z takimi ludźmi rozmawiać. Tu po prostu sprawa była niecodzienna, bo takie miejsca nie są zamykane, a tu zostało zamknięte. Dlatego prewencja chyba uznała, że jest to niecodzienna sprawa. A ona była bardzo typowa, do czasu aż znalazła taki niefortunny finał - mówi Jurgielewicz.

Bezdomny jest znany streetworkerom i pracownikom pomocy społecznej. Nie chce jednak pomocy, stroni od schronisk, woli życie samotne, choć bez problemu może korzystać z pomocy noclegowni. Nie ma bowiem problemu z alkoholem. Takie informacje przekazali również pracownikom Muzeum Historycznego Miasta Gdańska strażnicy miejscy, którzy od 3 stycznia 3 razy kontaktowali się z mężczyzną.

Również mieszkańcy okolicy, w której stoi stary mur obronny, mają dobre zdanie o bezdomnym. Nie hałasował, nie urządzał libacji, nie palił ognisk. Bezdomnego szukają teraz policjanci. Jeśli go znajdą, będą próbowali skontaktować go z pomocą społeczną i przekonać do skorzystania z noclegowni. Policjanci mają częściej zaglądać w okolicę wnęki muru. Mężczyzna spędzał tam tylko noce.

(abs)