Chodzi do trzeciej klasy gimnazjum. Zachorowała, gdy miała 6 lat. W wieku 12 doczekała się na upragnioną nerkę. To historia Karoliny z Lublina. Jej świat zawalił się ponownie, gdy po 2,5 roku w miarę normalnego życia straciła przeszczepioną nerkę. Mimo wszystko nie traci optymizmu, pisze bloga wspierającego osoby w takiej sytuacji jak ona. „Nerka to wolność tej wolności najbardziej mi brakuje” – podkreśla Karolina.

Karolina /Krzysztof Kot, RMF FM /RMF FM

Przez wiele miesięcy Karolina więcej czasu spędzała w szpitalu niż domu. Był jednak rok względnego spokoju, kiedy to mogła w miarę normalnie żyć. Mogliśmy pojechać na wakacje, byliśmy z rodziną nad morzem. Mogłam się kąpać, jeść, wypić szklankę soku na raz. Teraz przy dializach otrzewnowych niestety nie jest to możliwe. Dziennie przyjmuje tylko dwie szklanki płynów i jest uzależniona od urządzenia - wylicza.

Mam w domu maszynę do dializ, codziennie wieczorem rodzice podłączają mnie do niej i przez 12 godzin muszę być dializowana - opowiada. Pozostały czas? Szkoła, nauka, możliwości są dość ograniczone. Nie mogę pójść na basen, bo mam na stałe założony cewnik, którego nie można zamoczyć. Doba ma 12 godzin, kolejne 12 muszę być dializowana- opowiada Karolina.

Krzysztof Kot, RMF FM: Jak to było jak się dowiedziałaś, że jest nerka?

Karolina: To była 4 rano. Mama płakała, tata miał zeszklone oczy, pojawiła się ciocia, która mieszka kilka bloków dalej, żeby zaopiekować się młodszym bratem. Całą drogę milczałam. Strach i radość - na przemian. Tego się nie da opisać, ktoś kto tego nie przeżył nie zrozumie. Nerka dawała mi wolność robienia tych rzeczy, które robią inni nastolatkowie. Za dwa dni miną 2 lata odkąd straciłam przeszczepioną nerkę.

Jak zareagowałaś?

Rozpacz, bezsilność. Ale jestem gotowa na kolejny przeszczep. Jeśli tylko będzie taka okazja zrobię wszystko, żeby się przyjął.

Czyli nie odpuszczasz? Odważyłabyś się kolejny raz?

Zdecydowanie. Wiadomo, że tym razem jak będę jechać na przeszczep to już nie będzie błoga nieświadomość. Wiem, że to nie jest tak, że po przeszczepie za dwa dni idzie się do domu i wszystko jest w porządku. Wiem, jakie mogą być powikłania, że może być operacja, reoperacja, trzeba przyjmować leki, itp. Chwilami bywa trudno, czasami beznadziejnie, ale chcę. Mimo wszystko odwagi nie zabraknie.

"Nauczyłam się, że trzeba chwytać każdą chwilę"

Karolina przeszła niedawno wszelkie badania, czeka na wyniki. Jeśli wszystko będzie w porządku znów będzie mogła być zakwalifikowana do przeszczepu jako biorca. W wolnych chwilach pisze bloga. O wszystkim co związane z jej walką. Czuje w sobie misję mówienia ludziom o transplantologii. O tym jak to jest samemu być po przeszczepie, o trudnych chwilach, które przeżywała, o nadziei i rozczarowaniach. Jak na stosunkowo młody wiek jest wyjątkowo doświadczona i dojrzała. Pytana o największe marzenie odpowiada bez wahania: Nowy przeszczep. Mimo bólu i wszystkich rzeczy, które mogą się wydarzyć. Nauczyłam się, że trzeba chwytać każdą chwilę. Nawet gdybym znów dostała szansę na rok, półtora nie myślę w kategoriach na wiele lat. Chociaż na jakiś czas, żeby mieć znów sprawną nerkę, żeby nie być uzależnioną od 12 godzin dializ - podkreśla.

(mn)