Przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył proces 56-letniej Ewy P. z Piotrowic na Lubelszczyźnie. Kobieta miała nadziać męża na kij od szczotki i wezwać pogotowie dopiero po trzech dniach. Dramat rozegrał się między 23 a 25 lipca ubiegłego roku.

Sąd odroczył ogłoszenie wyroku do 11 marca (zdj. ilustracyjne) /Archiwum RMF FM

Opis w akcie oskarżenia wygląda wyjątkowo makabrycznie. Kobieta związała mężowi ręce taśmą samoprzylepną, zadawała mu ciosy drewnianym kijem od szczotki po całym ciele, a także co najmniej trzykrotnie wprowadziła złamany kij od szczotki zakończony śrubą oraz butelkę po winie do odbytu - czytamy w dokumencie.

Mężczyzna - jak ustalili biegli - wykrwawiał się, konając w męczarniach. Ewa P. - jak przyznała w śledztwie - dopiero po dwóch dniach zadzwoniła na pogotowie. Gdy lekarz przyjechał na miejsce, zastało ciało leżące w kałuży krwi. Stwierdził zgon.

Kobieta przyznała się do zabójstwa. Do awantury miało dojść podczas libacji alkoholowej. Z zeznań wynikało, że niewiele pamiętała. Jak tłumaczyła, "mąż miał być dla niej niedobry". 56-latka została przebadana psychiatrycznie. Biegli uznali, że w chwili zabójstwa była poczytalna i może odpowiadać przed sądem. Za morderstwo może jej grozić nawet dożywocie. Prokuratura wystąpiła również do sądu z wnioskiem o uznanie Ewy P. za niegodną dziedziczenia po swoim mężu.

Sąd po pierwszej rozprawie zrezygnował z kolejnych wyznaczonych terminów. Odroczył jedynie ogłoszenie wyroku do 11 marca.

(MRod)