Ministerstwo Spraw Zagranicznych umywa ręce w sprawie turystów, którzy przez kilkanaście godzin czekali w Bodrum na powrót do Polski. "Na tureckim lotnisku dostali kanapki i propozycję noclegu w hotelach" - usłyszał w MSZ reporter RMF FM. Ostatecznie w nocy z niedzieli na poniedziałek turyści wylądowali w Warszawie. Naszemu dziennikarzowi skarżyli się na to, jak zostali potraktowani na lotnisku przez turecką policję. Na dowód przekazali nam film nakręcony telefonem komórkowym.

Turyści, którzy utknęli na lotnisku w tureckim Bodrum, zapowiedzieli, że wytoczą pozew zbiorowy przeciwko biurowi podróży / Julien Behal /PAP/EPA

Pasażerowie są rozgoryczeni - według ich relacji - posiłki owszem przywieziono im, ale po wielu godzinach i po ich własnych staraniach. O propozycjach noclegów dowiedzieli się... po drugiej w nocy. Do hoteli mieli tam trafić zaledwie na dwie godziny. Po turystów przyjechały busy biura podróży - gotowe do zabrania kilkudziesięciu osób, a na lotnisku koczowało 195 turystów. Jak twierdzą, polska wicekonsul ze Stambułu służyła im danymi, o których wiedzieli już kilka godzin wcześniej.

Jak relacjonowali po powrocie do Polski, to, co działo się na tureckim lotnisku, było skandaliczne. Na lotnisku była wielka dezorganizacja, nikt nie chciał z nami rozmawiać - mówił jeden z turystów.

Inny dodawał: Nikt nie był zainteresowany rozmową, natomiast pokazano nam kajdanki, zaczęto szarpać wózki, zaczęto szarpać nas, żebyśmy się stamtąd wynosili.

Potwierdzał to w rozmowie z naszym reporterem kolejny Polak: Policja - z nami, z kobietami i z dziećmi - rozmawiała z pozycji siły. Były pałki i paralizatory w ruchu. I straszyli więzieniem.

Ma o tym świadczyć film, przekazany naszej redakcji przez jedną z uczestniczek wyjazdu.

Turyści, którzy utknęli na lotnisku w tureckim Bodrum, zapowiedzieli, że złożą pozew zbiorowy przeciwko biurowi podróży Wezyr. Mogą żądać nawet do 600 euro na osobę - tylko za sam opóźniony lot.

Chcemy odszkodowania od biura podróży Wezyr za nierzetelność i niewywiązanie się z umowy, linie lotnicze Pegasus na szczęście podlegają prawu europejskiemu, przysługuje nam do 600 euro odszkodowania za opóźniony lot - powiedziała nam jedna z uczestniczek wczasów w Turcji, pani Iwona.

Rozumiem, że zepsuł się samolot - to się zdarza. Problem polega na tym, że ani biuro podróży, ani przewoźnik- nie byli na to przygotowani. Przez pierwsze godziny nawzajem przerzucali się odpowiedzialnością. Wyszła też niekompetencja rezydentów - oni byli od tego, by sprzedawać dodatkowe wycieczki, a nie po to, by nam pomagać - dodawała.

(j.)