Niedziela, 21 października - ta data wcześniejszych wyborów miała paść wczoraj podczas spotkania prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem. Obaj uznali, że "wybory są nieuniknione". Czy i tym razem obietnice polityków zamienią się w polityczne obiecanki?

Podczas wczorajszej rozmowy prezydent mówił Tuskowi, że ma upoważnienie, by mówić w imieniu obu rządzących braci. Zapewniał, że PiS ostatecznie porzucił myśl o ratowaniu koalicji i trwaniu w tym układzie parlamentarnym. Jest zdecydowany, by doprowadzić do szybkich wyborów.

Rozwiązanie Sejmu i wcześniejsze wybory są celem zarówno prezydenta, jak i Platformy Obywatelskiej - oświadczył szef PO Donald Tusk po spotkaniu z Lechem Kaczyńskim. Jak ocenił, najlepszym terminem przyspieszonych wyborów jest październik tego roku. czytaj więcej

Można oczywiście przypominać, że podobne deklaracje już kilka razy padały, a potem okazywało się, że służyły tylko temu, by ustawić LPR i Samoobronę do pionu. Teraz wygląda na to, że te zapewnienia mogą być traktowane bardziej serio. Prowyborcze nastroje są w PiS-ie całkiem silne.

Partyjni stratedzy uważają, że sondażowe straty do Platformy są łatwe do nadrobienia, poziom gospodarczego wzrostu i społecznego optymizmu przemawia za rządzącymi i że dobra kampania może doprowadzić partię Jarosława Kaczyńskiego do czegoś, co w polskiej polityce byłoby bezprecedensowe, czyli do powtórnego wyborczego zwycięstwa. A to by dało PiS-owi dodatkową nagrodę – wyeliminowanie z prezydenckiej batalii Donalda Tuska, który nie przetrwałby kolejnej porażki swej partii.

Konrad Piasecki, RMF FM