Nie spodziewałem się, że sprawa będzie trwała tak długo - przyznał ppłk Marek Miłosz, prawomocnie uniewinniony od zarzutu sprowadzenia ryzyka katastrofy śmigłowca, który pilotował. Dodał, że chce latać, jak długo pozwoli mu zdrowie.

Wyrok uniewinniający w sprawie ppłk Marka Miłosza jest prawomocny - orzekła Izba Wojskowa Sądu Najwyższego. Miłosz siedział za sterami śmigłowca, który w 2003 r. rozbił się w pobliżu Piaseczna pod Warszawą. Na pokładzie maszyny był m.in. ówczesny premier Leszek Miller. czytaj więcej

Po ogłoszeniu wyroku Miłosz powiedział, że czuje satysfakcję, choć wcześniej odczuwał żal, "bo dlaczego tak długo to trwało". Miłosz, który w 36. Specjalnym Pułku dowodzi eskadrą śmigłowców, nie krył, że obowiązki związane z postępowaniem i procesem były dla niego dodatkowym obciążeniem.

Zapewnił, że nie ma żalu o to, że za katastrofę obwiniono tylko jego. W wojsku i lotnictwie już tak jest, że za wszystko odpowiada dowódca załogi, tutaj nie mogę mieć pretensji - powiedział.

Dziękował pasażerom i załodze, którzy w trakcie procesu podkreślali, że nie mają do Miłosza pretensji, lecz są mu wdzięczni za wyratowanie z opresji. Premier i inni, którzy brali udział w tym feralnym locie, byli ze mną od początku, do dziś dostaję esemesy - powiedział Miłosz.

Dobrze, że udało nam się dowieść, że jestem niewinny - zwrócił się do swojego obrońcy Andrzeja Werniewicza, któremu dziękował za bezinteresowną obronę.

Wyraził nadzieję, że nie dojdzie do kasacji, ale przyznał, że taka możliwość budzi w nim już mniejsze emocje niż zapowiedź apelacji, którą prok. Ireneusz Szeląg złożył tuż po wyroku pierwszej instancji.

Sądząc po dzisiejszym uzasadnieniu Sądu Najwyższego, który zdemolował apelację prokuratorską, wykazał jej totalną bezzasadność, nie wiem, czy ktokolwiek z prokuratury okręgowej zdecyduje się wnieść kasację - dodał Werniewicz.

Pytany o plany Miłosz odparł: Pragnę latać. To jest moja pasja. Chciałbym latać tak długo, jak zdrowie pozwoli. Dziękował kolejnym dowódcom Sił Powietrznych, którzy umożliwili mu latanie po wypadku, w którym doznał urazów.

Śmigłowiec z premierem Leszkiem Millerem, wracającym do Warszawy z uroczystości barbórkowych, rozbił się 4 grudnia 2003 r. Wypadek badała wojskowa komisja. W marcu 2007 ruszył proces. Wyrok uniewinniający zapadł w marcu ubiegłego roku, odwołała się od niego prokuratura.