25 lat temu uchwalono pierwszą po 1989 r. ustawę regulującą przepisy dotyczące aborcji. Ustawa wprowadziła m.in. zakaz przerywania ciąży z kilkoma wyjątkami. Zapisy do dziś budzą kontrowersje i wielokrotnie próbowano je zmienić. Może do tego dojść w tym roku.

/Piotr Bułakowski /Archiwum RMF FM

7 stycznia 1993 r. większością 42 głosów Sejm przyjął pierwszą po przełomie politycznym z 1989 r. ustawę dotyczącą aborcji, którą zatytułowano "o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunków dopuszczalności przerywania ciąży". Według jej autorów, przepisy dopuszczające aborcję wyłącznie w trzech przypadkach miały być kompromisem między środowiskami prawicowymi a lewicowymi.

Zgodnie z uchwalonymi przepisami, które obowiązują do dziś, aborcji można dokonywać, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, a więc gwałtu lub kazirodztwa.

W pierwszych dwóch przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki; w przypadku czynu zabronionego - jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.

W 1996 roku Sejm uchwalił nowelizację tej ustawy zaproponowaną przez Unię Pracy (UP). Zmiany wprowadzały m.in. możliwość przerwania ciąży z powodu ciężkich warunków życiowych lub trudnej sytuacji osobistej kobiety.

Propozycja, którą niemal w całości poparły kluby SLD i UP oraz Parlamentarny Klub Nowej Demokracji (PKND) i Polska Partia Socjalistyczna (PPS) spotkała się z protestami w całej Polsce. Do ówczesnego marszałka Sejmu Józefa Zycha wpłynęło ponad milion skarg od obywateli. Przed Sejmem odbywały się manifestacje, organizowano też spotkania modlitewne. Ostatecznie 20 listopada prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał znowelizowaną ustawę.

Przesłanka pozwalająca na przerwanie ciąży ze względu na trudną sytuację kobiety obowiązywała przez rok, do momentu kiedy Trybunał Konstytucyjny 18 grudnia 1997 r. stwierdził jej niezgodność z ustawą zasadniczą, uchwaloną 2 kwietnia 1997 r.

Trybunał zarzucił znowelizowanej ustawie m.in. brak sprecyzowanych przesłanek dopuszczających przerywanie ciąży ze względu na trudną sytuację kobiety. Mogłoby więc to, zdaniem składu orzekającego, prowadzić do aborcji "niemal na życzenie". Podkreślono też, że ochrona życia powinna dotyczyć również człowieka jeszcze nienarodzonego.

W ciągu 25 lat wielokrotnie próbowano zmieniać zapisy ustawy. Proponowano zarówno zniesienie istniejących ograniczeń w dopuszczalności przerywania ciąży, jak i zlikwidowanie obowiązujących wyjątków od zakazu. We wrześniu 2016 roku Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu projekt "Ratujmy Kobiety" - liberalizujący przepisy aborcyjne, a skierował do dalszych prac projekt komitetu "Stop aborcji" - zaostrzający prawo. Wywołało to burzliwe reakcje, m.in. tzw. czarny protest na ulicach miast, w sprzeciwie wobec proponowanych zmian. Ostatecznie Sejm definitywnie odrzucił projekt.

Nowelizacja tzw. ustawy antyaborcyjnej nie jest wykluczona także w tym roku. W przyszłym tygodniu posłowie ponownie zajmą się projektem liberalizującym prawo aborcyjne przygotowanym przez komitet "Ratujmy Kobiety 2017". Zakłada on m.in. prawo do przerywania ciąży do końca 12. tygodnia, wprowadzenie edukacji seksualnej do szkół, darmową i łatwo dostępną antykoncepcję oraz przywrócenie tzw. antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Reguluje również stosowanie klauzuli sumienia przez ginekologów.

W Sejmie na rozpatrzenie czeka też obywatelski projekt zaostrzający prawo aborcyjne przygotowany przez komitet #ZatrzymajAborcję Pod tą propozycją podpisało się ponad 830 tys. obywateli. Autorzy proponowanych zmian chcą zniesienia przesłanki zezwalającej na legalne przerwania ciąży ze względu na ciężkie wady płodu.

(j.)