Sąd Okręgowy w Białymstoku oddalił apelację prokuratury i utrzymał uniewinnienia w procesie sześciu osób, oskarżonych ws. zgłoszeń fikcyjnych szkód komunikacyjnych. Sąd uznał, iż dowody zebrane w tej sprawie przez śledczych miały wady prawne.

Zdj. ilustracyjne /Marek Balawajder /RMF FM

Jak wynikało z aktu oskarżenia, w 2012 roku oskarżeni mieli pozorować kolizje drogowe na terenie województwa podlaskiego. Zgłaszali potem fikcyjne szkody do firm ubezpieczeniowych, a ubezpieczalnie wypłacały odszkodowania. Kwoty odszkodowań wahały się od niecałych 2 tys. zł do kilkunastu tys. zł.

Po zbadaniu zebranych dowodów, w tym opinii biegłych, Sąd Rejonowy w Sokółce, jako sąd I instancji, uniewinnił oskarżonych. Proces odbywał się w formie kontradyktoryjnej, która obowiązywała od lipca 2015 do połowy kwietnia 2016 roku. Oznaczało to, że dowody zgłaszały strony, a sąd mógł przeprowadzić własne dowody z urzędu tylko w wyjątkowej sytuacji.

Wyrok zaskarżyła prokuratura - wnioskowała o jego uchylenie i zwrot sprawy do ponownego rozpoznania do I instancji. Argumentowała, iż sąd w Sokółce nie skorzystał właśnie tej z możliwości własnej inicjatywy dowodowej. Prokuratura uznała, że skutkowało to "niesprawiedliwym i nieprawidłowym" orzeczeniem uniewinniającym oskarżonych.

Sąd okręgowy oddalając apelację oskarżyciela uznał, że nie była to taka wyjątkowa sytuacja, w której sąd mógłby skorzystać ze swego uprawnienia do przeprowadzenia dowodów. Nie można tutaj przyjąć, że szczególne okoliczności to są wady prawne, które istniały już od samego początku prowadzonego postępowania - mówiła sędzia Marzanna Chojnowska.

Dodała, że zarzucanie przez prokuraturę sądowi I instancji niewyczerpania inicjatywy dowodowej i niedopuszczenia opinii nowego biegłego, jest nadinterpretacją tego, co sąd w ówczesnym stanie prawnym mógł zrobić.

Sąd przypominał, że postępowanie w tej sprawie było najpierw w 2013 roku umorzone, gdy biegli w kolejnych opiniach nie wykluczyli, iż rzeczywiście mogło dojść do takich kolizji, o jakich mówiły osoby wnioskujące o odszkodowania.

Podjęto je na nowo, gdy jedna z firm ubezpieczeniowych odmówiła wypłaty odszkodowania przy kolizji, a potem prawomocnie wygrała sprawę cywilną z jednym z późniejszych oskarżonych. Kolejni powołani w śledztwie biegli (dysponując tym samym materiałem dowodowym) ocenili, że być może jednak doszło do mistyfikacji.

Przed sądem prokuratura przedstawiła wszystkie opinie biegłych. Sąd rejonowy, a w postępowaniu odwoławczym również sąd okręgowy, oceniły, iż dowody przedstawione przez prokuraturę miały wadę prawną: opinie oparto bowiem na zeznaniach osób, które później stały się oskarżonymi.

Wyrok jest prawomocny.

(mpw)