Bez sukcesu zakończył się kolejny etap poszukiwań wraku słynnego okrętu podwodnego ORP Orzeł. Członkowie ekspedycji „SANTI odnaleźć Orła” wrócili już z Morza Północnego. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami planują kolejną wyprawę.

W trakcie majowej ekspedycji ekipa poszukiwawcza składająca się między innymi z hydrografów, nurków i historyków zbadała mniej więcej 150 kilometrów kwadratowych dna morskiego. W tym rejonie udało się przeanalizować dokładnie 9 wraków. Żaden nie okazał się poszukiwaną polską jednostką. Nasze sonary pracowały 24 godziny na dobę. Zbadaliśmy obszar dna przekraczający powierzchnię całej Gdyni, skanując pas o szerokości 350 m z prędkością 4 węzłów. To trochę tak jakby poruszać się w tempie pieszego, mając w ręku skaner o szerokości 350 metrów i w ciągu tygodnia pokonać dystans ponad 800 km - opisuje hydrograf dr Benedykt Hac.

To nie był ORP "Orzeł", tylko brytyjski okręt

Wrak, który polscy marynarze przebadali latem na Morzu Północnym, to brytyjski okręt podwodny J6 z czasów I wojny światowej. Polacy mieli nadzieję, że to zaginiony w czasie II wojny światowej ORP "Orzeł". czytaj więcej

Uczestnicy projektu wychodzą z założenia, że ORP Orzeł zatonął z powodu uszkodzeń spowodowanych ostrzelaniem przez sojuszniczy, brytyjski samolot. Miało do tego dojść 3 czerwca 1940 roku, ponad 100 mil morskich na wschód od portu Rosyth. Dalej podtrzymujemy przyjętą wcześniej hipotezę dotyczącą potencjalnego miejsca zaginięcia Orła. Teraz przebadaliśmy część obszaru, na którym zakładamy, że Orzeł się znajduje. Zrobiliśmy kolejny krok. Jesteśmy nastawieni na kolejne poszukiwania. To projekt długofalowy. Żeby wykluczyć naszą hipotezę należy zbadać obszar 10 razy większy. Dlatego projekt będziemy kontynuować. Szukanie wraku na dnie morza jest bardzo trudne. Zawsze powtarzam - to tak jak szukanie obiektu o wielkości tira, na obszarze dwa razy większym niż Polska, w dodatku w gęstej mgle. Ale wiem, że nadejdzie taki dzień, gdy znajdziemy Orła, a ja będą mógł zanurkować, by dotknąć tej niezwykłej historii - mówi Tomasz Stachura, szef ekspedycji.

Podczas wyprawa ekipa musiała zmagać się między innymi z niekorzystnymi warunkami pogodowymi, silnym wiatrem i wysokimi, czterometrowymi falami. Ostatniego dnia, przed powrotem na ląd, członkowie ekspedycji rzucili na morze wieniec upamiętniający tragicznie zmarłych członków załogi polskiego okrętu podwodnego. 

Był to kolejny etap poszukiwań. W zeszłym roku ich uczestnikom udało się sprawdzić 22 pozycje wraków na Morzu Północnym. Następna wyprawa - na dużo większą skalę - planowana jest na przyszły rok.

(md)