Ok. 500 osób uczestniczyło w Warszawie w Marszu Sprawiedliwości Społecznej zorganizowanym m.in. przeciwko niewypłacaniu pracownikom wynagrodzeń. Demonstracja Ruchu Sprawiedliwości Społecznej przeszła z ronda de Gaulle'a przed kancelarię premiera.

Uczestnicy marszu /PAP/Leszek Szymański /PAP

Przyszliśmy tutaj, bo tworzymy ruch oporu wobec okupacji; Polska jest krajem okupowanym przez koncerny, banki, lichwiarzy, oszustów, zachodnie i wschodnie, i międzynarodowe korporacje - powiedział na początku demonstracji Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Nasze miasta, nasze fabryki, nasza ziemia, stały się ich własnością, a my jesteśmy traktowani jak nielegalni imigranci we własnym kraju - dodał. Mówił też, że pracownicy żądają godnej płacy i że to "najbardziej uprawnione roszczenie na świecie".

Ikonowicz przekonywał, że "wszystkie działające dziś w Polsce partie polityczne głównego nurtu składają się z biznesmenów, urzędników i zawodowych polityków". Powstanie już niedługo masowa organizacja ludzi pracy, która przepędzi od władzy tych krwiopijców, bandytów i złodziei. Nie zrobimy wam krzywdy, nie bójcie się (...) My was po prostu odsuniemy (...) po prostu was opodatkujemy, zapłacicie wreszcie uczciwe podatki - mówił Ikonowicz, co zebrani przyjęli brawami. Idziemy długim marszem, idziemy po swoje, idziemy po Polskę, bo Polska jest nasza, Polska jest ludzi pracy. Nasz jest cały świat - dodał.

Demonstracja zakończyła się przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, gdzie - jak mówił Ikonowicz - "zapadają najważniejsze decyzje przekazywane z Żoliborza". Dzisiaj odbudowujemy tradycję i przywracamy pamięć historyczną naszemu społeczeństwu. Tę pamięć historyczną próbowano nam amputować, próbowano nas przekonać, że właściwie cała historia Polski jest historią prawicową, historią jaśniepańską, szlachecką, a my reprezentujemy historię plebejską, historię ludzi pracy, tych, którzy zawsze mieli gorzej, którzy pracowali na tamtych jaśnie panów - powiedział Ikonowicz.

Przyznał, że w PRL 1 maja był farsą, "bo to były partyjno-państwowe spędy, przez co zbrukano świętą tradycję robotniczej walki i buntu". My do tej tradycji nawiązujemy. Panowie patrioci chcą zbudować tradycję w oparciu o Żołnierzy Wyklętych. Potrzeba heroizmu jest wielka, ale cóż jest heroicznego w tym, żeby mordować chłopów, których jedyną winą było wzięcie ziemi z reformy rolnej? Cóż jest bohaterskiego w tym, żeby karać ludzi za to, że chcą wyjść z pańszczyzny, upodlenia i poniżenia? - mówił działacz.

Główne hasło poniedziałkowej demonstracji to: "Niewypłacanie wynagrodzeń to kradzież. Ukarać winnych". Transparent z taką treścią znalazł się na czele pochodu.

W pochodzie najwięcej było czerwonych flag Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, widać było transparenty z nazwami Pracowniczej Demokracji, Komunistycznej Partii Polski i Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Widać było także hasła "Człowiek ponad własnością prywatną", "Solidarność naszą bronią" i "Władza Rad"; część transparentów zawierała hasła w obronie mieszkańców Wzgórza Orlicz-Dreszera w Gdyni i Winnicy w Toruniu. Zebrani skandowali m.in. "Miasto to nie firma", "Macierewicz musi odejść", "PiS, PO - jedno zło", "Ukarać winnych" i "Ruch oporu".


(mn)