Pojawiło się światełko w tunelu – mówią lekarze z Centrum leczenia Oparzeń w Szczecinie o stanie 7-letniego chłopca, ciężko poparzonego w pożarze domu w Dusznikach w Wielkopolsce. Dziecko wczoraj trafiło na specjalistyczny oddział w szpitalu w szczecińskich Zdrojach.

W pożarze zginęło dwóch chłopców w wieku 4 i 8 lat. Ojciec i trójka pozostałych dzieci zdołali uratować się sami. Jedno z ocalałych dzieci z licznymi poparzeniami trafiło do szpitala /Jakub Kaczmarczyk /PAP

Jak mówi naszej reporterce Anecie Łuczkowskiej chirurg dziecięcy Tomasz Sokala, chłopiec oddycha samodzielnie i reaguje na słowa lekarzy.

Jak się mówi do niego, to on potrafi zacisnąć oczy. Nas to cieszy, bo nie potrzebujemy kontaktu z nim pełnego, ale wiemy, że słyszy, że docierają do niego bodźce. To jest pośredni znak tego, że nie obrzęku mózgu. Nadzieja jest, że będzie dobrze - powiedział nam dr Sokala.

Jeśli stan dziecka się nie pogorszy, w piątek mały Maurycy przejdzie pierwsze operacje przeszczepu skóry.

Pożar wybuchł w poniedziałek o godzinie 23:00. Zginęło dwoje dzieci - to bracia Maurycego w wieku 4 i 8 lat. Dwie siostry z płomieni uratował ojciec dzieci. Mama była w tym czasie w pracy.

Kompletnie spalony dom nie nadaje się do użytku, dlatego gmina szuka dla rodziny nowego lokum.

Wójt gminy Duszniki zapowiedział, że powstanie Komitet Pomocy, który zajmie się zbiórką darów i zorganizowaniem najpotrzebniejszych rzeczy dla pogorzelców.



(j.)