Nie postawiono mi żadnych zarzutów - mówi lekarz ze szpitala MSWiA w Warszawie, zatrzymany w środę przez CBA. Doktor Piotr Orlicz w oświadczeniu przesłanym Polskiej Agencji Prasowej twierdzi, że nie został nawet przesłuchany w jakimkolwiek charakterze. Już w czwartek został zwolniony.

W swoim oświadczeniu Piotr Orlicz pisze, że do zatrzymania doszło w środę w godzinach wieczornych, w domu jego znajomego, także lekarza. Odwiedziłem go po jego wielokrotnych prośbach w celu udzielenia mu konsultacji z zakresu mojej specjalności, w ramach prawa i zasad sztuki lekarskiej. Zgodnie z zapewnieniami tego lekarza, konsultacja miała być przeprowadzona lege artis w każdym możliwym znaczeniu tego określenia. Nie miałem okazji ani spotkać, ani ostatecznie udzielić konsultacji żadnemu pacjentowi - zaznaczył.

Zdaniem lekarza, doniesienia na temat jego rzekomego udziału w nielegalnej aborcji czy korupcji są nieprawdziwe i krzywdzące. Nie zdarzyło się, abym miał kiedykolwiek coś wspólnego z jakimikolwiek nielegalnymi działaniami jakiegokolwiek lekarza z kręgu osób znanych mi na niwie zawodowej albo prywatnej - napisał lekarz

O zatrzymaniu lekarza Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało w czwartek, dodając, że zrobiło to na zlecenie warszawskiej prokuratury.

"Doktor Mengele" - taki kryptonim nadało Centralne Biuro Antykorupcyjne sprawie doktora Mirosława G. - ujawnia "Gazeta Wyborcza". Kardiochirurg z warszawskiego szpitala MSWiA, podejrzewany przez prokuraturę o łapówkarstwo i zabójstwo pacjenta. czytaj więcej

Zatrzymanie lekarza zbiegło się w czasie z ujawnieniem przez media kryptonimu „Mengele”, jaki nadano dla jednego z wątków śledztwa przeciwko kardiochirurgowi ze szpitala MSWIA Mirosławowi G.