Jacek Kurski ma przeprosić Donalda Tuska za tzw. aferę billboardową – zdecydował Sąd Okręgowy w Warszawie. Poseł PiS ma też zapłacić 15 tys. złotych na Caritas Polska. Rok temu Kurski sugerował, że kampanię prezydencką Tuska pośrednio finansowało PZU.

Zarzuty stawiane przez Kurskiego w żaden sposób się nie potwierdziły, a prowadzone w tej sprawie śledztwo zostało umorzone – mówiła sędzia Małgorzata Kuracka. Powód stał się nagle w opinii publicznej człowiekiem nieuczciwym, wykorzystującym w sposób niemoralny, w tym przypadku billboardy - podkreślała, dodając, że nie ma wątpliwości, iż takie informacje miały wpływ zarówno na wizerunek Tuska, jak i całej partii, której jest liderem.

"Jestem gotowy przeprosić Donalda Tuska, a nawet przepraszam Donalda Tuska" - tak Jacek Kurski z PiS skomentował swoją sądową porażkę. Sąd w Warszawie nakazał Kurskiemu przeprosić lidera Platformy za sugestie, że kampanię wyborczą PO finansował PZU. czytaj więcej

Przeprosiny Kurskiego w formie oświadczeń mają się ukazać w ogólnopolskich gazetach oraz w telewizji. Wyrok jest nieprawomocny. Na ogłoszenie wyroku przyszedł do sądu Kurski, nie było jednak Donalda Tuska.

Przyjmuję z pokorą orzeczenie sądu – mówił po rozprawie Jacek Kurski, zapowiadając jednocześnie, że przeprosi Donalda Tuska. Obie strony coś zyskały i coś straciły - zaznaczył. Chodzi o to, że lider PO żądał wpłaty 100 tys. zł na cel charytatywny, a sąd uznał, że wystarczy 15 tysięcy:

Lider PO wytoczył proces cywilny politykowi PiS-u po tym, jak Kurski zasugerował, że kampanię prezydencką Tuska pośrednio finansowało PZU. Według niego w 2005 roku PZU wycofało się z kampanii "Stop wariatom drogowym" i sprzedało swoje billboardy za 3 proc. wartości firmie związanej z synem Andrzeja Olechowskiego. To od niej miała odkupić je Platforma Obywatelska. Tusk mówił, że PO nie była nabywcą powierzchni reklamowej od PZU ani pośrednio, ani bezpośrednio.

Kurski zawiadomił wtedy prokuraturę o przestępstwie. Śledztwo wszczęto tego samego dnia; doszło do przeszukania w PZU. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro prezentował wtedy, jak działa niszczarka dokumentów, by uzasadnić ten pośpiech śledczych. W grudniu 2006 r. stołeczna prokuratura umorzyła śledztwo, uznając że nie doszło do przestępstwa.