"W 2003 roku zagrożenie terrorystyczne było poważne" - mówi w rozmowie z RMF FM Andrzej Barcikowski, były szef ABW. "Na terenie Polski pojawiła się grupa dziwnie zachowujących się osób, która przyjechała z północnych Niemiec. Byli to w większości ludzie pochodzenia północnoafrykańskiego. Bardzo poważnie braliśmy pod uwagę scenariusz zamachu terrorystycznego, przeprowadzonego przez nich" - dodaje. "Braliśmy pod uwagę zamach terrorystyczny w kościołach. Braliśmy pod uwagę atak w hotelu podczas zabawy sylwestrowej" - mówi Barcikowski.

Celem nie tylko kościoły. To miał być zamach na dużą imprezę sylwestrową

To miały być zamachy na kościoły lub na dużą imprezę sylwestrową w jednym z hoteli. Były szef ABW ujawnia więcej szczegółów z akcji "Miecz" z 2003 roku. W jej wyniku udaremniono ataki terrorystyczne, planowane przez islamskich fundamentalistów na terenie naszego kraju. czytaj więcej

Krzysztof Zasada: Jak pan sądzi, dlaczego po 11 latach wracamy do sprawy akcji ,,Miecz''? I na ile te zagrożenia były poważne?

Andrzej Barcikowski: W 2003 roku zagrożenie terrorystyczne było poważne. Wiązało się z uczestnictwem Polski w misji irackiej, proszę skojarzyć te daty. Wówczas postanowiliśmy w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego troszkę ujawnić sprawy związane z zagrożeniem po to, aby uświadomić obywatelom, że to zagrożenie nie jest tylko teoretyczne i potencjalne. W ,,Rzeczpospolitej'' ukazał się materiał na ten temat. Na terenie Polski pojawiła się grupa dziwnie zachowujących się osób, która przyjechała z północnych Niemiec. Byli to w większości ludzie pochodzenia północnoafrykańskiego. Zachowywali się w sposób niejasny i bardzo poważnie braliśmy pod uwagę możliwość, scenariusz zamachu terrorystycznego, przeprowadzonego przez nich. Oczywiście stuprocentowej pewności nie ma, to była bardzo uprawdopodobniona hipoteza. My stosowaliśmy wobec nich dość aktywną inwigilację, skłaniając ich do porzucenia zamiaru w Polsce jakiekolwiek by one nie były, aczkolwiek terrorystyczne były wysoce prawdopodobne. Oni wyjechali z Polski. Tylko, że później okazało się, że co najmniej jedna osoba z tej grupy została zatrzymana w północnej Afryce pod zarzutem udziału w organizacji przygotowującej zamachy terrorystyczne. Zatem pośrednio potwierdziło się, jakie mogły być zamiary tych osób. Braliśmy pod uwagę zamach terrorystyczny w kościołach. Kościół katolicki jest naturalnym obiektem ataku w ramach zderzenie cywilizacji. Braliśmy pod uwagę atak w hotelu podczas zabawy sylwestrowej. To były w każdym razie wysoce prawdopodobne scenariusze i udało się zapobiec zagrożeniu.

Pan mówi, że oni wyjechali. A czy były w tej sprawie, w tej operacji jakieś zatrzymania?

Oni zasadniczo zostali skłonieni do wyjazdu z Polski. Nie było zatrzymań, bo nie było przedmiotu, nie było możliwości postawienia zarzutów, bo to wszystko były jak powiadam, wysoce prawdopodobne hipotezy, ale była to jednak działalność operacyjna, nie śledcza.

A jeśli chodzi o dwie osoby, jednego Polaka - pracownika zakładu w Pionkach, który miał sprzedawać materiały wybuchowe - twierdziliście, że może trafiały do Turków albo do Afryki Północnej. Oraz Algierczyk zatrzymany na lotnisku w Balicach - czy to były osoby, które mają związek z tymi działaniami?

W świetle mojej pamięci nie było tutaj związku z działaniami wobec potencjalnych terrorystów pod koniec 2003 roku. Natomiast zdarzały się sytuacje zatrzymań, podejrzeń, faktycznie do Krakowa przyjechał Algierczyk, co do którego mieliśmy pewne podejrzenia, że jest związany z działalnością terrorystyczną. Faktycznie pracownik z Pionek kradł materiały, które prawdopodobnie trafiały do Turcji. Natomiast w Turcji zamachy terrorystyczne, te które zostały dokonane jednocześnie w kilkunastu miejscach, głównie przeciwko instytucjom finansowym, były dokonane z wykorzystaniem nawozów sztucznych, z wykorzystaniem komponentów do nawozów sztucznych. To jest bardzo duża siła rażenia, natomiast w wielu przypadkach ten materiał nie wybucha, tak się stało w Stambule w kilku przypadkach, ale niektóre wybuchły. To nie miało więc bezpośredniego związku. Te zamachy w Stambule na instytucje finansowe i prawdopodobna droga przemytu materiałów wybuchowych z Pionek do Turcji - były to rzeczy równoległe. Proszę pamiętać, że Turcja była wówczas, jest do dzisiaj, ale wówczas była miejscem konfrontacji, broń była tam potrzebna. Wojna z Kurdami przede wszystkim.

Pan mówił, że wzięto pod obserwację te osoby, które zachowały się w sposób dziwny, nienaturalny, wywołujący zaniepokojenie służb. Na czym te działania polegały? To było obserwowanie, robienie zdjęć, przebywanie na lotniskach?

Ja nie chcę mówić o szczegółach, szczegóły to kwestia pewnych technik operacyjnych. Natomiast oni ewidentnie intensywnie się kontaktowali z ludźmi z zewnątrz. Wynajęli jedno pomieszczenie, gdzie przebywali. Ukrywali swoje zamiary. Mogły być to inne plany niż terrorystyczne, ja nie stawiam kropki nad i. Ale wydaje się nam, że zapobiegliśmy próbom przygotowania zamachu terrorystycznego.

Czy po akcji ,,Miecz'' po pana kadencji była jeszcze podobna operacja w związku z tym, że nasze wojska bardzo aktywnie były zaangażowane w koalicję antyterrorystyczną?

Nie, takiej skali zagrożenia nie było. Zresztą, odnoszę wrażenie, że wówczas daliśmy wyraźny sygnał, że potrafimy zidentyfikować zagrożenia, być może chętni do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego wzięli to pod uwagę i mniej byli zainteresowani wówczas już przeprowadzeniem zamachu w Polsce, bo wiedzieli, że polskie służby patrzą in na ręce aktywnie i profesjonalnie.