Sprawą spalania chemikaliów w ognisku przez pracowników firmy działającej przy ul. Igołomskiej w Krakowie zajmie się sąd. Policja, opierając się na tzw. ustawie o odpadach, prowadzi postępowanie ws. wykroczenia. O tej bulwersującej historii informowaliśmy w połowie grudnia.

Przypomnijmy: kilkanaście dni temu strażnicy miejscy, patrolujący rutynowo rejony Kombinatu, zauważyli kłęby dymu wydobywające się zza ogrodzenia placu przemysłowego przy ul. Igołomskiej. Okazało się, że pracownicy firmy spalali w ognisku beczki i puszki z chemikaliami. Oznaczenia na pojemnikach wskazywały, że mogą to być materiały niebezpieczne dla zdrowia.

Na miejsce wezwano policję. O sprawie poinformowany został także Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Krakowie, dokąd trafiły próbki spalanych substancji.

Błękitny pył, który w marcu i w październiku spadł na krakowską Nową Hutę, nie został przebadany przez powołane przez tego służby - ustalili reporterzy RMF FM oraz RMF MAXXX. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska do tej pory zapewnia, że jest to grafit, który "niespecjalnie jest... czytaj więcej

Obecnie policja prowadzi postępowanie o wykroczenie z tzw. ustawy o odpadach, a konkretnie - jak informuje Katarzyna Cisło z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie - "z art. 191, który mówi o przetwarzaniu, spalaniu substancji niebezpiecznych poza wyznaczonymi do tego celu spalarniami".

Mieliśmy tutaj ponad wszelką wątpliwość właśnie z tego typu sytuacją do czynienia. Teraz policjanci będą przesłuchiwać zarówno właściciela zakładu, na terenie którego doszło do przekroczenia prawa, jak i obu pracowników, którzy to robili - zapowiedziała Katarzyna Cisło w rozmowie z reporterem RMF MAXXX Przemkiem Błaszczykiem.

Jak dodała: Będziemy musieli ustalić, na kim spoczywa odpowiedzialność za ten czyn: czy ta odpowiedzialność rozkłada się na nich wszystkich, czy np. jest jedna osoba odpowiedzialna za tak nierozważne podchodzenie do środowiska.

Na pytanie Przemka Błaszczyka, jakie konkretnie substancje trafiły przy Igołomskiej do ognia, Katarzyna Cisło odparła, że "wszystko wskazuje na to, że ci ludzie, pracownicy firmy, palili w beczkach pozostałości po farbie". To były resztki farb, lakierów - coś, co w ogóle nie powinno być w ten sposób zutylizowane. (...) Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że coś takiego, co nie powinno podlegać obróbce cieplnej, jeśli dostanie się do atmosfery, jest niesamowicie szkodliwe i trujące - podkreśliła.

Odpowiedzialnym za takie wykroczenie grozi grzywna do 5 tysięcy złotych.

Przemek Błaszczyk, RMF MAXXX

(e)