Nie chcę spekulować na temat przyczyn wypadku samolotu MiG-29 - powiedział wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki. Dodał, że jest to przedmiotem badania niezależnej komisji. Badania muszą potrwać kilka dni - oznajmił.

Żandarmeria wojskowa w okolicach Kałuszyna na miejscu wczorajszego wypadku /Przemysław Piątkowski /PAP

Nie chcę spekulować - powiedział Kownacki pytany przez dziennikarzy o przyczyny wypadku. Jak podkreślił, przyczyny bada niezależna komisja, która w pierwszym możliwym terminie, gdy będzie miała niezbędną wiedzę, będzie o nich informować.

Wiceminister mówił, że obciążanie spekulacjami może być krzywdzące.

Dodał, że badania komisji "muszą potrwać kilka dni". To jest chociażby przejrzenie całej dokumentacji, dokonanie poszczególnych sprawdzeń, zapisów, też trochę badań technicznych. Dopiero wtedy będzie można mówić o przyczynach technicznych - podkreślił Kownacki.

Nie chciałbym, żebyśmy ferowali wyroki przed ustaleniami - powiedział Kownacki dziennikarzom. Dodał, że wygłaszanie przypuszczeń budziłoby niepotrzebną sensację, można by też w ten sposób wyrządzić komuś krzywdę.

Wiceminister nie chciał komentować domysłów, że pilot w ogóle się nie katapultował, dlatego nie zadziałał radiolokator.

Kownacki wysoko ocenił czas reakcji i sprawność akcji poszukiwawczo-ratowniczej prowadzonej po zmroku.

Samolot zniknął z radaru o 17.10, pilot został znaleziony po ok. 90 minutach. Biorąc pod uwagę, że było to około ośmiu kilometrów od pasa, w terenie zalesionym, akcja była bardzo sprawna i szybka, nie było możliwości szybszego znalezienia tej osoby, dlatego niezależnie od wojska zostały uruchomione inne instytucje i służby - powiedział.

Zaznaczył, że "sytuacja była niestandardowa: teren zalesiony, ciemno, trzeba było bardzo szybko odnaleźć osobę, której trzeba udzielić pomocy". Dodał, że "pewne środki ściągnięte do poszukiwania nie zdążyły dojechać, a pilot już został odnaleziony".

Wiceszef MON przekonywał równocześnie, że pilot myśliwca mógł próbować lądować w takich warunkach pogodowych jak wczoraj. Równocześnie - zdaniem Kownackiego - w tych samych warunkach nie mógł wystartować śmigłowiec ratunkowy. Do lądowania samolotów w takiej misji szkolnej były podstawy, w momencie, kiedy jakiś czas potem ewentualnie należałoby podnieść śmigłowiec, te podstawy zagrażałyby bezpieczeństwu, nie wolno ryzykować bezpieczeństwa innych osób - stwierdził dziś Kownacki.

Fiszer: Akcja ratunkowa trwała za długo

​Ekspert: Akcja poszukiwania pilota myśliwca trwała za długo

Najważniejsze pytania, to dlaczego poszukiwania trwały tak długo i dlaczego nie użyto śmigłowca - mówi RMF FM mjr Michał Fiszer, były pilot wojskowy i ekspert lotniczy. Odnalezienie pilota myśliwca MiG-29 rozbitego wczoraj pod Mińskiem Mazowieckim trwało dwie godziny. czytaj więcej

Po wczorajszej katastrofie myśliwca pojawiają się zarzuty, że akcja ratunkowa była zbyt wolna między innymi dlatego, że nie uczestniczył w niej śmigłowiec. Najważniejsze pytania, to dlaczego poszukiwania trwały tak długo i dlaczego nie użyto śmigłowca - mówił rano RMF FM mjr Michał Fiszer, były pilot wojskowy i ekspert lotniczy. Odnalezienie pilota myśliwca MiG-29 rozbitego wczoraj pod Mińskiem Mazowieckim trwało dwie godziny.

Według majora Michała Fiszera, cała akcja ratunkowa po pierwsze trwała za długo, a po drugie jest w niej wiele niejasności. Zwraca uwagę, że śmigłowiec ratunkowy stał zaledwie 8 kilometrów od miejsca, w którym znaleziono pilota, ale nie został użyty. Oficjalnie tłumaczy się to niską podstawą chmur, przez którą helikopter nie mógł wystartować.

Natychmiast nasuwa się pytanie, że jeśli była zbyt niska podstawa chmur, to jakim prawem lądował MiG-29, który ma mniejsze minima pogodowe od tego śmigłowca - zauważa ekspert. Gdyby była niższa temperatura, to mogłoby dojść do hipotermii. Ten człowiek był ranny, nie wiadomo w jakim był stanie. Niewiele brakowało, a umarłby w tym lesie - dodaje.

Pytań jest więcej. Major Fiszer zwraca uwagę np. na zagadkową sprawę radiostacji ratowniczej, którą zawsze ma przy sobie pilot.

Rzecznika MON: Za wcześnie, by informować, w jaki sposób pilot wydostał się z MiGa

Gdy Komisja zbada wszystkie okoliczności i zakończy prace, będzie można poinformować, w jaki sposób pilot wydostał się z MIGa-29 - zaznaczyła rzeczniczka MON płk Anna Pęzioł-Wójtowicz. Obecnie jest na to za wcześnie - dodała.

W poniedziałek wieczorem, kilka godzin po wypadku, rzeczniczka MON podała, że pilot katapultował się przed wypadkiem. We wtorek pojawiły się doniesienia, że tak nie było.

Wszystkie okoliczności zdarzenia bada Komisja Badania Wypadków Lotniczych. W momencie, kiedy zakończy swoje prace, zbada wszystkie okoliczności, będziemy mogli przekazać informację w jaki sposób pilot wydostał się z samolotu. Na tą chwilę jest za wcześnie, by to jednoznacznie stwierdzić w jaki sposób to zostało zrobione - powiedziała płk Pęzioł-Wójtowicz.

Jak dodała, "wszystkie możliwości, warianty tego, w jaki sposób pilot wydostał się z samolotu, są rozpatrywane przez Komisję".

Akcję poszukiwawczo-ratowniczą rozpoczęto natychmiast po stwierdzeniu zniknięcia samolotu MiG-29 z radaru; uczestniczyło w niej ponad 200 żołnierzy oraz ok. 60 jednostek sprzętu wojskowego - podkreśliła w komunikacie rzeczniczka MON.

Ponadto, zgodnie z obowiązującymi procedurami, wystąpiono o wsparcie innych służb. Mimo złych warunków pogodowych, nocy, gęstego lasu i podmokłych terenów, akcja przebiegała szybko i sprawnie. Poszukiwanie prowadzono na obszarze około 15 km kw., a pilota znaleziono po około 2 godzinach. Ratownicy medyczni z GRL wraz z ratownikami z Zespołu Ratownictwa Medycznego podjęli rannego udzielając mu niezbędnej pomocy i przetransportowali transportem kołowym szpitala - napisała rzeczniczka.

Pęzioł-Wójtowicz zaznaczyła, że obecny na miejscu wojskowy śmigłowiec, mimo pełnej gotowości do akcji, nie mógł podjąć działań poszukiwawczo-ratowniczych z powodu niewystarczających warunków pogodowych. Jak dodała, warunki pogodowe jednocześnie umożliwiały lądowanie samolotu MiG-29.

Pilot czuje się dobrze

Pilot czuje się dobrze - poinformował dziś po południu zastępca komendanta Wojskowego Instytutu Medycznego płk Jarosław Kowal. Stan przy przyjęciu był dobry, pacjent był przytomny. Bezpośrednio po przyjęciu zostały wykonane wszystkie niezbędne badania - powiedział Kowal. Dodał, że na podstawie badań lekarze podjęli decyzję o natychmiastowym zabiegu operacyjnym stawu skokowego. Zabieg przeprowadzono w nocy. Przebiegł pomyślnie. Wszystko się udało, pacjent czuje się dobrze - podkreślił Kowal.

Lekarze nie planują obecnie innych zabiegów operacyjnych.

Do wypadku wojskowego samolotu MiG-29 doszło w poniedziałek wieczorem podczas lotu szkolnego. Około godziny 17.15 podczas podejścia maszyny do lądowania na lotnisku w Mińsku Mazowieckim, utracono z nią łączność.

Pilot zdołał się przed wypadkiem katapultować. W momencie odnalezienia pilot był przytomny, miał połamane kończyny. Został przewieziony do szpitala wojskowego przy ul. Szaserów w Warszawie. Miejsce wypadku bada Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego.

Trwa wyjaśnianie okoliczności wypadku

MON zapowiedziało, że okoliczności wypadku będą wyjaśniane przez Żandarmerię Wojskową oraz prokuraturę. Na miejscu wypadku samolotu rozpoczęła działanie Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego.

Siły Powietrzne mają 32 myśliwce MiG-29; połowa z nich stacjonuje w 22. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Malborku, a druga - w 23. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Samoloty z Mińska Maz. zostały w 2014 r. zmodernizowane.

MiG-29 to maszyna eksploatowana najdłużej bez jakiejkolwiek katastrofy w powietrzu w historii polskiego lotnictwa. Pierwsze myśliwce tego typu przyleciały do Polski w czerwcu 1989 r.


(mpw)