W niedzielę wybory prezydencki, a my już dziś liczymy w Faktach RMF, ile pieniędzy przeznaczono na wylansowanie kandydatów, którzy prowadzą w wyścigu o najwyższy urząd w państwie.

6,1 mln złotych wydała Platforma Obywatelska na Donalda Tuska; 5,7 mln złotych wydało Prawo i Sprawiedliwość na Lecha Kaczyńskiego. Aby być w zgodzie z prawem, każda z partii może przeznaczyć na wypromowanie swoich kandydatów maksymalnie 13,8 mln złotych.

Tyle konkretne kwoty. Dalej jest mniej konkretnie, bowiem przepisy prezydenckiej ordynacji umożliwiają finansowanie kampanii z różnych źródeł. Nas zainteresował szczególnie punkt: zbiórki publiczne albo datki od biznesmenów.

W przeciwieństwie do wyborów parlamentarnych kandydaci na prezydenta nie mogą liczyć na wsparcie z budżetu. I w przeciwieństwie do ordynacji parlamentarnej, którą udało się poprawić, ustawa o wyborze prezydenta RP leży odłogiem i otwiera furtkę do finansowania kampanii z „lewych pieniędzy”. czytaj więcej

Oba sztaby zapewniają jednak, że nie korzystają z takiego wspomagania. PiS na promocję Lecha Kaczyńskiego wydaje własne oszczędności - zapewnia Stanisław Kostrzewski. Już w 2001 roku utworzyłem fundusz wyborczy i lokowałem pieniądze partii w Banku Ochrony Środowiska – mówi reporterce RMF. A pieniądze partii - dodaje - to przede wszystkim subwencja z budżetu. My z kolei dodajmy, że Kostrzewski był w przeszłości wiceprezesem BOŚ.

Platforma na sfinansowanie kampanii wzięła 12-milionowy kredyt w PKO BP, bo w przeciwieństwie do PiS-u - co skwapliwie podkreśla Mirosław Drzewiecki - PO z subwencji budżetowej nie korzysta.

Tak czy inaczej partie polityczne z wydatków poniesionych - czy to na kampanię prezydencką czy parlamentarną - muszą się rozliczyć z PKW. Mają na to czas do gwiazdki.