To zemsta odrzuconej kobiety. Jestem niewinny - twierdzi w rozmowie z dziennikarzami RMF FM Grzegorz Korytowski. Konrad Piasecki i Krzysztof Zasada dotarli do działacza SLD, który pojawia się w jednym z niewyjaśnionych wątków sprawy porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika. Korytowski był pośrednikiem między ojcem porwanego a gangsterami, którzy obiecywali pomoc; przekazywał też pieniądze w zamian za informacje o losie syna biznesmena.

Prokuratura potwierdziła informacje reporterów RMF FM. Roman Osica i Krzysztof Zasada dotarli do analizy śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Wynika z niej, że nieprawidłowości w dochodzeniu mogły być celowe. Autorzy raportu podejrzewają, że te działania miały nie dopuścić... czytaj więcej

Mężczyzna spotkał się dziś z reporterami RMF FM w towarzystwie swego adwokata, pilnie przysłuchującego się każdemu słowu swego klienta. Mazowiecki działacz SLD twierdzi, że wszystko, co robił było podyktowane współczuciem dla rodziny Olewników. Jej senior był sympatykiem Sojuszu, panowie znali się i często widywali. Prosił, błagał wręcz, żebym mu pomógł, żebym włączył się do sprawy, żebym był podczas rozmów prowadzonych z osobami, które się zgłaszają do niego w celu dostarczenia informacji - mówił Korytowski.

Mężczyzna pośredniczył w kontaktach z Eugeniuszem D. ps. "Gienek", miejscowym gangsterem, którego znał, bo jak mówi, w Sierpcu każdy zna każdego, a który później wyłudził od Olewników 160 tysięcy złotych. Nie miałem świadomości, że pośredniczę w rozmowach świata przestępczego z rodziną Olewników - tłumaczy Korytowski. Co innego jednak mówi dziś siostra zamordowanego – Danuta: Korytowskiego polecili nam ludzie z półświatka. On po prostu miał gwarantować dobrą współpracę między nami a osobami, które miały nam pomóc.

Lewicowy działacz przekazywał też pieniądze lokalnemu dziennikarzowi oferującemu pomoc. Efektów nie było, ale tamten zainkasował 30 tysięcy. Korytowski zapewnia, że sam na tym pośrednictwie nic nie zarobił.

Wszystkie informacje, które pojawiały się w śledztwie: że znał miejsce przetrzymywania Olewnika, że miał niewysłane listy porwanego, jak twierdzi, pochodzą od kobiety, której zaloty odrzucił. Zemsta odrzuconej kobiety. Ja nie chciałem z tą panią mieć nic wspólnego. Korytowski wytoczył jej nawet proces, którego efektem była ugoda; ona zobowiązała się, że nie będzie go oskarżać, on zaś wycofał się ze stwierdzeń, że jest psychicznie chora.