Na 20 tys. zł grzywny został skazany europoseł Janusz Korwin-Mikke za spoliczkowanie w 2014 roku innego europosła Michała Boniego. Sąd uznał to za "naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego".

Janusz Korwin-Mikke /Tomasz Gzell /PAP

O takim nieprawomocnym wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia poinformowała PAP rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Anna Ptaszek. Mocą wyroku sąd obciążył też Korwin-Mikkego 3,3 tys. zł kosztów procesu.

Po trwającym ponad rok procesie sąd uznał go za winnego przestępstwa z art. 222 par. 1 Kodeksu karnego, który stanowi: "Kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3". Czyn taki jest ścigany z urzędu przez prokuraturę.

Nie chodzi o karę tylko o zasady. Zasady wygrały - napisał na Twitterze Boni, który w tym procesie jest oskarżycielem posiłkowym.

Do incydentu doszło w lipcu 2014 roku, podczas zorganizowanego przez MSZ spotkania polskich europosłów. Korwin-Mikke mówił potem PAP, że spoliczkował Boniego, bo tak mu obiecał. Kiedy w czasie debaty w sprawie uchwały lustracyjnej (w 1992 roku) Boni wypierał się, że był agentem SB i wyzywał mnie od idiotów, dałem mu słowo i go dotrzymałem. Przyznał się potem, że był agentem, od początku miałem rację - mówił Korwin-Mikke.

28 maja 1992 roku 74-letni dziś Korwin-Mikke jako poseł na Sejm był inicjatorem tzw. uchwały lustracyjnej, w wyniku której powstała "lista Macierewicza" (gdzie jako tajny współpracownik SB figurował Boni). W wyniku m.in. realizacji tej uchwały 4 czerwca 1992 roku Sejm odwołał rząd Jana Olszewskiego.

W 2007 roku Boni - gdy dostał propozycję wejścia do rządu Donalda Tuska - ujawnił, że w 1985 roku podpisał pod wpływem szantażu deklarację współpracy z SB, choć nigdy jej nie podjął. Po incydencie na spotkaniu Boni napisał: Powiedziałem "dzień dobry" posłowi Korwin-Mikkemu, uderzył mnie w twarz. To nie jest normalne!!. Zaznaczył też, że za różne rzeczy już przepraszał. Z pokorą przyjmuję ataki! Ale jest granica! - podkreślił.

Zawiadomienie w całej sprawie złożyło MSZ. Prokuratura uznała, że doszło do naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego i wystąpiła do PE o uchylenie immunitetu Korwin-Mikkemu. W 2015 roku Parlament Europejski uchylił mu immunitet. Korwin-Mikke uznawał sprawę za "honorową". Pytany, czy nie żałuje swego czynu, odparł: Ależ skąd! Po raz drugi bym mu dołożył.

W czerwcu 2015 roku prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Wskazała, że cel spotkania polskich posłów do PE pozostawał "w bezpośrednim związku" ze sprawowaniem mandatu. Uznała więc, że do naruszenia nietykalności doszło podczas pełnienia obowiązków służbowych przez pokrzywdzonego. Obrona Korwin-Mikkego twierdziła, że taka kwalifikacja nie ma racji bytu, bo spotkanie europosłów, gdy doszło do incydentu, nie miało związku z wykonywaniem funkcji europosła.

Korwin-Mikke w sądzie nie przyznał się do czynu. Spoliczkowanie nie jest przestępstwem, tylko czynnością dehonorującą człowieka - wskazywał w odczytanych przez sędzię wyjaśnieniach, które złożył w prokuraturze. Boni powiedział zaś przed sądem, że "istotą norm i reguł współżycia społecznego są zasady, które znajdują swój wyraz także w przepisach prawa".

(az)