„Uchwalone przez poprzedni Sejm przepisy dają ministrowi sprawiedliwości ogromną władzę nad Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury (KSSiP), a prezydentowi RP - nad formalnie niezawisłymi sądami” – pisze we wtorkowym wydaniu „Dziennik Polski”. „Pierwszy może niemal dowolnie dobierać wykładowców jedynej szkoły wymiaru sprawiedliwości, a drugi - decydować o tym, kto zostanie w Polsce sędzią, a kto nie” – wyjaśnia gazeta.

Andrzej Duda i Zbigniew Ziobro /PAP/Jacek Turczyk /PAP

"Zgodnie z przepisami uchwalonymi przez Sejm w kwietniu 2015 r. minister sprawiedliwości nie tylko powołuje władze KSSiP, ale też może zgłosić sprzeciw wobec dowolnego kandydata na wykładowcę, np. sędziego lub profesora - i nie musi tego uzasadniać. Od tej decyzji nie da się odwołać. Podobne uprawnienie zyskał prokurator generalny.

Ponieważ PiS zapowiada powrót do starego systemu, czyli powtórne podporządkowanie prokuratury ministrowi sprawiedliwości, cała władza nad KSSiP znajdzie się wkrótce w jednych rękach - Zbigniewa Ziobry" - pisze "Dziennik Polski". Jak wyjaśnia, prace nad tymi przepisami zaczęły się jeszcze w czasach, kiedy ministrem sprawiedliwości był Jarosław Gowin, a później kontynuowali je jego następcy.

"Inna uchwalona przez poprzedni Sejm ustawa określa nowy sposób dochodzenia do zawodu sędziego, przywracając funkcję asesorów (czyli osób pełniących obowiązki sędziego w okresie próbnym). Od nowego roku będzie ich powoływał prezydent RP, czyli Andrzej Duda" - zauważa "DP". Przypomina, że w 2007 r. Trybunał Konstytucyjny uchylił przepisy o asesorach sędziowskich jako niezgodne z zasadą trójpodziału władzy.

Więcej na ten temat we wtorkowym wydaniu "Dziennika Polskiego".

(mn)