Kompromitacja pomorskiego wydziału Prokuratury Krajowej, a może błąd sądu? Gdański sąd nie zgodził się na areszt 6 osób zatrzymanych w śledztwie dotyczącym nielegalnego hazardu. Zabezpieczono w nim blisko 300 automatów, likwidując kilkadziesiąt punktów na Pomorzu, Pomorzu Zachodnim, Kujawach, Wielkopolsce i Mazowszu.

Gry hazardowe (zdj. ilustracyjne) /Marcin Bielecki /PAP

Zatrzymanym zarzucono między innymi urządzanie i organizowanie gier hazardowych, a także udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Chodziło o okres między kwietniem a końcem grudnia 2015 roku. Jednak dopiero z czerwca 2015 roku pochodzą nowe przepisy, których celem było wyeliminowanie tak zwanych "hot-spotów", punktów z automatami. We wrześniu 2015 przepisy te weszły w życie. Jak tłumaczą śledczy zatrzymani nie wystąpili o specjalne pozwolenie, nie próbowali uzyskać żadnej wymaganej prawem koncesji, która pozwoliłaby im prowadzić działalność. Nie zgadzają się jednak z decyzją sądu, dzięki której zatrzymani są już na wolności. 

Sąd, który rozpatrywał wniosek o areszt, stwierdził jasno: działanie zatrzymanych było po prostu legalne w okresie, który śledczy objęli zarzutami.

W ocenie sądu rejonowego nie została spełniona podstawowa przesłanka stosowania środków zapobiegawczych - czyny zarzucane oskarżonym nie zawierały znamion czynu zabronionego, czyli w okresie zarzutu takie zachowania jakie im zarzucono nie stanowiły przestępstwa. Sąd uznał także, że skoro nie można podejrzanym skutecznie zarzucić popełnienia przestępstwa skarbowego, to konsekwentnie także działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Wobec tego sąd nakazał natychmiastowe zwolnienie zatrzymanych osób - mówi o uzasadnieniu decyzji sędzia Tomasz Adamski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Jeszcze dalej idą obrońcy zatrzymanych. Ich zdaniem prokurator po prostu zapomniał o żelaznej zasadzie, że prawo nie działa wstecz. Podkreślają, że przy zatrzymaniu użyto znacznej liczby - kilkudziesięciu policjantów, w tym pododdziału antyterrorystów. Do zatrzymań doszło w ostatni wtorek po południu. Odbyły się równocześnie, w różnych miejscach. Sąd w swoim uzasadnieniu uznał, że były to siły i środki rażąco niewspółmierne do sytuacji.

Prokuratorzy w pomorskim wydziale zamiejscowym Prokuratury Krajowej tłumaczą, że inne działania byłyby nieskuteczne i że nie można w takim przypadku wysyłać wezwań do stawiennictwa w prokuraturze.

Nie mogliśmy dopuścić do tego, ażeby osoby te ukryły te automaty do gier, które są dowodami. Konieczne było zdecydowane, jednoczasowe działanie, zatrzymanie wszystkich podejrzanych i dowodów rzeczowych, czyli 280 automatów do gier - mówi Mariusz Marciniak z pomorskiego, zamiejscowego wydziału Prokuratury Krajowej.

Według informacji naszego reportera w sprawie zabezpieczono także sporo gotówki - ponad 950 tysięcy złotych. Do tego 3 sztabki złota i samochody.

Śledczy zapewniają, że sprawa dopiero nabiera rozpędu i że będą kolejne zarzuty, także za późniejszą działalność, tę już po zmianie przepisów dotyczących automatów do gier. Zapowiadają także zażalenie na odmowę tymczasowego aresztowania przez Sąd Rejonowy Gdańsk - Południe. Nie potrafią jednak wprost odpowiedzieć na pytanie, dlaczego od razu nie przedstawili zarzutów za dalszy okres działalności.

Już dziś wiemy, że zarzuty będą rozszerzone. Będziemy kontynuować postępowanie dowodowe. Bowiem w czasie zatrzymań, do których doszło 6 grudnia, te automaty funkcjonowały, były podłączone do prądu i możliwe było wykonywanie gry na tych urządzeniach. W związku z powyższym wiemy, że podejrzani działali cały czas, aż do chwili zatrzymania - odpowiada prokurator Marciniak. Dodaje, że prokuratorzy złożą do Sądu Okręgowego w Gdańsku zażalenie na wcześniejszą decyzję sądu. Na ich korzyść przemawiać mają między innymi orzeczenia Sądu Najwyższego i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Nie wiadomo jeszcze, jak liczna była grupa, którą kierować miał jeden z zatrzymanych. 31-latek nie przyznał się do winy. Oprócz niego tymczasowo aresztowani mieli zostać czterej inni mężczyźni oraz kobieta. Zdaniem śledczych grupa dzieliła między siebie zyski według ściśle określonego schematu. Najwięcej otrzymywać mieli właściciele lokali, w których stały automaty. Takich miejsc w 5 różnych województwach było blisko 40. Według śledczych grupa była dobrze zorganizowana. Miała nawet specjalną komórkę, która zajmowała się obserwowaniem funkcjonariuszy Urzędu Celnego. Wszystko po to, by uniemożliwić skuteczne kontrolowanie miejsc z automatami. 

(j.)