Prawdopodobnie zbyt szybkie wynurzenie się było przyczyną śmierci 41-letniej kobiety, która nurkowała w jeziorze Ukiel w Olsztynie. Kobieta zeszła na głębokość trzydziestu metrów.

Do tragedii doszło na jeziorze Ukiel w Olsztynie /Tomasz Waszczuk /PAP

Kobieta nurkowała z grupą znajomych na głębokości 30 metrów. Płetwonurkowie opuszczali się po linie do zatopionej łodzi, po czym powoli wynurzali na powierzchnię. Mieli zrobione przystanki po drodze na szesnastym i dwudziestym metrze, gdzie powinni zatrzymać się przy wynurzaniu - powiedział naszemu reporterowi Sławomir Filipowicz z Państwowej Straży Pożarnej w Olsztynie.

41-latka za szybko wynurzyła się na powierzchnię i ponownie zeszła na kilka metrów pod wodę dla dodatkowej dekompresji. Była z nią znajoma, która jednak po chwili straciła ją z oczu. Na miejsce wezwano strażaków, którzy przeszukiwali dno jeziora przez dwie godziny. Z powodu złej pogody po godzinie 21:00 musieli oni zakończyć akcję.

W dalszym ciągu poszukiwania prowadzili znajomi zaginionej i to oni w nocy odnaleźli ciało 41-latki. Wiadomo, że wszyscy płetwonurkowie mieli wymagane uprawnienia do nurkowania o tej porze dnia i na tej głębokości.

Piotr Bułakowski

(mpw)