Katastrofa samolotu w Topolowie koło Częstochowy. Rozbiła się maszyna z 12 osobami na pokładzie. 11 z nich zginęło. Wiadomo, że są to mieszkańcy m.in. województw śląskiego, małopolskiego i łódzkiego. Osoba, której udało się przeżyć to 40-letni instruktor.

Strażacy otrzymali informację o wypadku ok. godz. 16.30. Jak powiedział rzecznik częstochowskiej straży pożarnej kapitan Paweł Liszaj, w chwili przyjazdu strażaków na miejsce poza samolotem znajdowały się trzy osoby, z których jedna przeżyła katastrofę. 40-letniemu mężczyźnie pomogli mieszkańcy, którzy przybiegli na miejsce katastrofy.

Byłem już na miejscu, kiedy strażacy zaczęli gasić samolot. Zaraz została wydzielona specjalna strefa. Słup dymu z palącego się samolotu było widać z daleka. Karetki pogotowia, ratownicy - wszyscy zajmowali się tą jedną osobą, która przeżyła - powiedział RMF FM pan Maciej, który przejeżdżał w pobliżu miejsca wypadku.

Gromosław Czempiński: To nieszczęśliwy zbieg okoliczności

"Samolot był bardzo obciążony. Jeden silnik przestał pracować, nie udało się wyrównać lotu i maszyna gwałtownie straciła równowagę i uderzyła w ziemię" - tak o prawdopodobnych przyczynach tragicznego wypadku pod Częstochową mówi były szef Aeroklubu Polskiego Gromosław Czempiński. czytaj więcej

Mężczyznę przetransportowano do szpitala w Częstochowie w stanie ciężkim, ale stabilnym. Jak dowiedziała się reporterka RMF FM Agnieszka Wyderka, 40-letni instruktor ma liczne złamania kości. Według naszych nieoficjalnych informacji, nie pamięta ani momentu katastrofy ani tego, co na pokładzie maszyny działo się tuż przed nią.

Topolów  leży w linii prostej ok. 3 km od lotniska w Rudnikach. Samolot, należący do prywatnej szkoły spadochronowej, startował z lotniska Rudnik i rozbił się niedługo po starcie, poza terenem zabudowanym. Na razie nie wiadomo, co mogło być przyczyną wypadku. Według nieoficjalnych informacji ze źródeł zbliżonych do sprawy, maszyna mogła być przeładowana, co przy wysokiej temperaturze powietrza mogło doprowadzić do awarii jednego z silników.

Na miejsce udali się eksperci z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Pracują tam także prokuratorzy.

Przystąpiliśmy do oględzin części zwłok na miejscu zdarzenia, ale dotyczy to tylko zwłok znajdujących się poza wrakiem. Co do pozostałych, będziemy podejmować decyzje wspólnie z PKBWL - wskazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie prok. Tomasz Ozimek.

Jak przekazał prezes Aeroklubu Częstochowskiego i Aeroklubu Polskiego Włodzimierz Skalik, samolot, który uległ katastrofie, to dwusilnikowy piper navajo - niedawno sprowadzony do Rudnik przez prywatną szkołę spadochronową. Szkoła na stronie internetowej informowała pod koniec maja br. o wykonaniu w Częstochowie pierwszych skoków ze swojej nowej, 10-miejscowej maszyny o tej nazwie.

(abs)