Około południa nasz pacjent Tomasz J. został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej; jest z nim kontakt logiczny - mówi rzecznik poznańskiego Szpitala Miejskiego im. J. Strusia Stanisław Rusek. Tomasz J. to najprawdopodobniej sprawca wybuchu w poznańskiej kamienicy.

Kamienica zniszczona w wyniku wybuchu /Michał Dukaczewski /RMF FM

W niedzielę 4 marca zawaliła się - prawdopodobnie w wyniku wybuchu gazu - część kamienicy na poznańskim Dębcu. W ruinach budynku znaleziono ciała pięciu osób, 21 zostało rannych.

Trwa prokuratorskie śledztwo ws. katastrofy. Według nieoficjalnych informacji, do zawalenia się kamienicy w Poznaniu doszło prawdopodobnie po tym, jak mężczyzna zamordował swoją żonę, a potem próbował popełnić samobójstwo i odkręcił kurki z gazem.

Poparzony Tomasz J. trafił do poznańskiego szpitala im. Strusia.

We wtorek rano zespół lekarski podjął decyzję o podjęciu próby wybudzenia pacjenta ze stanu śpiączki farmakologicznej. Do wybudzenia pacjenta doszło około południa - powiedział rzecznik poznańskiego Szpitala Miejskiego im. J. Strusia Stanisław Rusek.

Jak dodał, Tomasz J. trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Najpierw walczono o jego życie, później następowała nieznaczna, ale systematyczna poprawa stanu jego zdrowia - to właśnie doprowadziło do podjęcia decyzji o przeprowadzeniu próby wybudzenia pacjenta, a następnie o jej skutecznym przeprowadzeniu - tłumaczył Rusek.

Obecnie pacjent jest odłączony od respiratora i oddycha samodzielnie; jest przytomny i jest z nim zachowany kontakt logiczny, tzn. wie co się wokół niego dzieje, odpowiada na pytania: mówi jak się nazywa - tłumaczył Rusek.

Jest z nikt kontakt werbalny, a o to obawialiśmy się najbardziej, ponieważ pacjent miał poparzone górne drogi oddechowe i nie wiadomo było, czy w ogóle będzie w stanie artykułować dźwięki. Okazuje się jednak, że on nie tylko artykułuje dźwięki, ale i jest w stanie mówić. To z kolei daje podstawy do tego, by mógł być przesłuchany przez prokuraturę - podkreślił rzecznik szpitala.

Rusek zaznaczył, że decyzja o przesłuchaniu Tomasza J. może zapaść w najbliższych dniach. Dzisiaj lekarze nie wyrazili zgody na przesłuchanie, uznali, że stan pacjenta - mimo że jest obecnie określany jako dobry - nie pozwala na przesłuchanie go przez prokuratora. Natomiast możliwe, że nawet już jutro, lekarze podejmą decyzję o wyrażeniu zgodę na przesłuchanie pacjenta - wskazał rzecznik.

Prokurator Monika Turska-Nowak poinformowała, że mężczyzna ma obecnie status "podejrzewanego". Śledczy czekają na decyzję lekarzy odnośnie możliwości przesłuchania mężczyzny.

Na początku stycznia tego roku Tomasz J. miał wypadek samochodowy. Autem podróżował także jego syn. Mężczyźnie nic poważnego się nie stało, natomiast chłopiec od momentu wypadku przebywa w szpitalu. Media podają, że do tego zdarzenia doszło krótko po tym, jak kobieta oświadczyła mężowi, że od niego odchodzi. Beata J. miała mówić, że mąż z zemsty próbował zabić ich syna. Po tym zdarzeniu kobieta zerwała kontakt z mężem.

Nieoficjalnie wiadomo, że mężczyzna w przeddzień eksplozji dotarł do mieszkania swojej żony. W niedzielę kobieta miała wyjechać do Wielkiej Brytanii. Chciała ułożyć swoje życie od nowa, z innym partnerem. Tomasz J. został na Dębcu do rana. Po siódmej rano do kamienicy przyjechała koleżanka Beaty J. Miała klucze do mieszkania, pod nieobecność znajomej miała doglądać mieszkania. Na miejsce przyjechała z mężem. Próbowali dostać się do mieszkania. To wtedy miała nastąpić eksplozja. Kobieta zginęła. Jej mąż trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami.

(mpw)