Krakowska prokuratura rejonowa wszczęła śledztwo w sprawie śmierci mieszkańca Rudy Śląskiej w szpitalu więziennym w Krakowie. Chodzi o mężczyznę, któremu zarzucono zabójstwo żony i dwóch synów. Podejrzany zmarł w Wigilię. Dzień wcześniej Sąd Rejonowy w Rudzie Śląskiej zdecydował o jego areszcie.

Blok, w którym doszło do tragedii /Andrzej Grygiel /PAP

Są dwa wątki śledztwa wszczętego przez prokuraturę - to ewentualny błąd w sztuce lekarskiej albo działanie kogoś, kto mógłby pomóc mężczyźnie popełnić samobójstwo. Wyniki sekcji zwłok będą znane za 4 tygodnie.

Śledczy mają na razie dokumentację leczenia mężczyzny w szpitalu więziennym w Krakowie, a teraz będą jeszcze prosić o podobne dokumenty ze szpitala w Rudzie Śląskiej, dokąd 44-latek trafił zaraz po zbrodni 15 grudnia.

Przyczyną mogło być nagłe zatrzymanie krążenia

44-latek zmarł w Wigilię. Jak informował rzecznik gliwickiej prokuratury Piotr Żak - wcześniej, po przewiezieniu do szpitala więziennego w Krakowie, nagle pogorszył się jego stan zdrowia. Zmarł pomimo akcji reanimacyjnej - dodał rzecznik.

Rzecznik Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie mjr Tomasz Wacławek podał natomiast, że ze wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną śmierci 44-latka było nagłe zatrzymanie krążenia. Jak relacjonował, Piotr K. został przywieziony do aresztu śledczego przy ul. Montelupich w Krakowie 23 grudnia wieczorem ze znacznymi obrażeniami na ciele. Przed godziną 18, z uwagi na charakter obrażeń, został zakwaterowany w szpitalu na oddziale chirurgicznym, w celi wieloosobowej. Był osłabiony, ale pozostawał w kontakcie - relacjonował.

Jak podał, rano 24 grudnia osadzony przyjął śniadanie i leki, a chwilę potem współosadzony zgłosił pielęgniarce i oddziałowemu, że Piotr K. poczuł się źle. Było to około 8:20. Oddziałowy wraz z pielęgniarką udzielili pomocy, następnie przystąpili do akcji reanimacyjnej oraz wezwali pogotowie. O godzinie 8:40 przybył zespół reanimacyjny, o godzinie 9:37 lekarz dyżurny stwierdził zgon - podał mjr Wacławek.

Na miejsce przyjechała policja i prokurator, ponieważ zawsze w przypadku zgonu na terenie jednostki penitencjarnej, niezależnie, czy jest on naturalny, czy w związku z samoagresją lub z powodu innych przyczyn, czynności prowadzi prokuratura. Niezależnie od tego również dyrektor aresztu wszczął czynności wyjaśniające - powiedział.

Zabił żonę i dwóch synów, po czym próbował popełnić samobójstwo?

Do tragedii w mieszkaniu w bloku w Rudzie Śląskiej doszło 15 grudnia. Znaleziono cztery osoby. 43-letnia kobieta i jej dwaj synowie w wieku 6 i 13 lat nie żyli. Wszyscy mieli rany zadane ostrym narzędziem. 44-letni ojciec rodziny, który również był poważnie ranny, po reanimacji trafił do szpitala. 22 grudnia jego stan poprawił się na tyle, że prokurator mógł postawić mu zarzuty.

Zdaniem śledczych, to Piotr K. zabił swoich najbliższych. On sam nie przyznawał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Twierdził, że nie pamięta, co się wydarzyło.

Według informacji podawanych przez media, ojciec mógł mieć problemy zdrowotne. Pod uwagę brana była wersja, że 44-latek prawdopodobnie zabił swoich bliskich, a później próbował popełnić samobójstwo. Jak nieoficjalnie przekazywali policjanci, w mieszkaniu nie było śladów włamania, a drzwi wejściowe były zamknięte od środka. Ciała kobiety i jej synów oraz rannego 44-latka znaleźli rodzice mężczyzny, którzy często przychodzili do mieszkania syna i jego rodziny. Mieli swoje klucze.

(MRod)