Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo ws. podszywania się na portalu społecznościowym pod sędziego Wojciecha Łączewskiego - poinformował rzecznik tej prokuratury Przemysław Nowak. Dodał, że śledztwo wszczęto z zawiadomienia Łączewskiego.

Wojciech Łączewski / Marcin Obara /PAP

Podstawą śledztwa jest przepis Kodeksu karnego o stalkingu. Stanowi on, że karze do 3 lat więzienia podlega ten, kto "podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej". Śledztwo dotyczy okresu od 16 do 28 stycznia, gdy pod profil na Twitterze prowadzony przez sędziego Łączewskiego miała się podszyć inna osoba.

Nowak ujawnił, że zabezpieczono dwa laptopy i tablet Łączewskiego, który w tej sprawie ma status pokrzywdzonego.

Sprawę sędziego Łączewskiego, który - według mediów - miał w internecie uzgadniać taktykę przeciw rządowi PiS z osobą podszywającą się pod dziennikarza Tomasza Lisa, bada także Krajowa Rada Sądownictwa, która powołała trzyosobowy zespół. W jego skład wchodzą członkowie KRS: sędzia SN Katarzyna Gonera, sędzia NSA Janusz Drachal i sędzia TK w stanie spoczynku Wiesław Johann.

Wyjaśnienie sprawy ma poprzedzić decyzję KRS co do ewentualnego wszczęcia postępowania rzecznika dyscyplinarnego. Na razie - jak mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik KRS sędzia Waldemar Żurek - wystąpienie o "dyscyplinarkę" byłoby przedwczesne w kontekście pośrednich dowodów, że sędzia Łączewski nie mógł "tweetować" we wskazanym w publikacjach czasie, bo przebywał wtedy na rozprawie.

Media podały, że Łączewski (m.in. szefował trzyosobowemu składowi, który skazał b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego na 3 lata więzienia) miał oferować w internecie pomoc osobie podszywającej się pod Lisa w działaniach przeciw rządowi. Jedna z gazet opublikowała rozmowy, jakie sędzia miał prowadzić w sieci pod nazwiskiem "Marek Matusiak" z internautą, który podszył się pod Lisa. Sędzia miał się także zjawić na spotkaniu z tym internautą.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wystąpił do Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie o wyjaśnienie sprawy. Poprosił też o rozważenie przez prezesa SO "potrzeby podjęcia z urzędu działań służbowych, o których mowa w art. 114 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych" - gdyby były ku temu podstawy. Reguluje on sędziowskie postępowania dyscyplinarne.

Prezes Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia ustalił, że w czasie jednej z opisanych przez gazetę rozmów - która miała być prowadzona 18 stycznia 2016 r. o godz. 12.32 - sędzia Łączewski przewodniczył rozprawie, która trwała od godz. 12.00 do godz. 14.05 - podała sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie. Powyższe ustalenie zdaje się wykluczać możliwość prowadzenia w tym czasie prywatnej korespondencji elektronicznej z profilu "Marka Matusiaka", a tym samym poddaje w wątpliwość prawdziwość całości medialnych doniesień - dodała.

Sędzia Łączewski złożył w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o przestępstwie na jego szkodę, a według sędzi Leszczyńskiej-Furtak powodem był fakt uaktywnienia się na profilu Twitter dziennikarza jednej z gazet, a następnie otrzymania zdjęcia własnej osoby, wykonanego prawdopodobnie przy wykorzystaniu kamery prywatnego laptopa sędziego oraz "screenu z rozmowy korespondencyjnej z osobą o imieniu Tomasz, której odbycie sędzia Łączewski stanowczo neguje". Sędzia zwrócił się też do prokuratury o zbadanie zawartości swego laptopa.

Profil na Twitterze sędzia Łączewski prowadził nie pod nazwiskiem, gdyż w przeszłości miały miejsce akty podszywania się pod jego osobę niezidentyfikowanych internautów. Było to przedmiotem postępowania prowadzonego przez prokuratora, zakończonego umorzeniem z powodu niewykrycia sprawców - dodała Leszczyńska-Furtak.

(abs)