Pierwszy sukces polskiej delegacji na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli. Premier Malty, przewodniczącej w tym półroczu w UE, Joseph Muscat przyznał w rozmowie z dziennikarzami RMF FM, że wielu szefów europejskich rządów jest niezadowolonych z politycznej nierównowagi przy obsadzie unijnych stanowisk i niejasnych procedur. Zastrzegł jednak, że dla reelekcji szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska nie będzie to miało znaczenia.

Polska delegacja na szczycie /STEPHANIE LECOCQ /PAP/EPA

Jest spora liczba unijnych premierów, którzy nie są szczęśliwi z powodu politycznej nierównowagi - powiedział Muscat w rozmowie z Katarzyną Szymańską-Borginon i Pawłem Balinowskim.

Równocześnie jednak zaznaczył, że "unijni przywódcy nie chcą poświęcić z tego powodu Tuska, gdyż uważają, że wykonał dobrą pracę".

Taka deklaracja to jednak i tak spore zwycięstwo polskiego rządu, który jako pierwszy zwrócił uwagę na nieprzejrzyste procedury przy reelekcji przewodniczącego Rady Europejskiej.

Warszawa zapoczątkowała więc dyskusję - Muscat zapewnił w rozmowie z dziennikarzami RMF FM, że jeszcze w tym roku odbędzie się w Radzie UE debata na temat sposobu mianowania na unijne stanowiska: szefa Komisji Europejskiej i szefa eurogrupy, a także na temat sposobu reelekcji przewodniczącego Rady Europejskiej.

Chciałbym tylko przypomnieć, że po wyborze Jean-Claude’a Junckera (na szefa KE) we wnioskach końcowych szczytu zaznaczono, że trzeba powrócić do tematu wyboru "spitzenkandidaten" (główni kandydaci wskazywani przez partie polityczne). Ta decyzja nie zapadła, ale postanowimy prawdopodobnie, że jeszcze w tym roku taka dyskusja się odbędzie - powiedział Joseph Muscat.

Te nieformalne na razie propozycje nie zadowolą jednak raczej polskiej delegacji, która do Brukseli przyjechała w jednym celu: zablokowania wyboru Donalda Tuska na kolejną kadencję na stanowisku szefa Rady Europejskiej.

(e)