Jerzy Owsiak stawia pod znakiem zapytania dalszą działalność WOŚP

Niedziela, 3 marca 2013 (12:05)

Jerzy Owsiak bierze pod uwagę możliwość rezygnacji z dalszej działalności charytatywnej. Przyznał, że przyszłość Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy stoi pod znakiem zapytania. Wzburzyła go sprawa 2,5-latki, która zmarła w środę w szpitalu w Łodzi. Wcześniej jej rodzice próbowali wezwać karetkę, ale nie otrzymali pomocy. "To niesamowite podcięcie skrzydeł. Zastanawiam się, czy jest sens dalej pomagać polskiej służbie zdrowia" - stwierdził Owsiak na antenie TVN24.

Nasze oświadczenie jest bardzo spontaniczne. To kolejny przypadek, kiedy umiera dziecko z powodu zaniedbania w służbie zdrowia. To stawia pod znakiem zapytania dalszą działalność WOŚP - zaznaczył. W sprawie śmierci 2,5-latki zawiódł system, a system tworzą ludzie. Coś się dzieje niedobrego. Chcemy wyjaśnienia przyczyny śmierci 2,5-latki, aby to się nigdy nie powtórzyło. W Polsce ciągle panuje strach przed wezwaniem karetki - trzeba to zmienić. Sami niszczymy to nad czym pracuje Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy - dodał.

To nie jest walka z całą grupą zawodową, tylko mówienie o ludziach, którzy to psują. Widzimy spadek etyki zawodu lekarza z różnych powodów. Trzeba ich inaczej uczyć i szkolić. To jest niezwykle ważne. Minister zdrowia powinien od razu zareagować w tej sprawie - zaznaczył. To, co się dzieje, to brak odpowiedzialności dorosłych i odpowiedniej kontroli. Powinniśmy iść w kierunku ukarania winnych i wyjaśniania takich spraw, a nie zamiatania ich pod dywan. Potrzeba więcej konsekwencji w działaniach - dodała w rozmowie z TVN24 żona Owsiaka, Lidia.

Owsiak: To stawia pod znakiem zapytania nasze decyzje na przyszłość (TVN24/X-NEWS)

Karetka nie przyjechała do chorej

2,5-letnia Dominika chorowała od stycznia i przyjmowała antybiotyk. 24 lutego rodzice dziewczynki zauważyli u niej osłabienie i drgawki. Została przebadana w szpitalu w Skierniewicach i wróciła do domu. Jej stan jednak się pogorszył. Rodzice zadzwonili więc na pogotowie, ale dyspozytor nie wysłał do chorej karetki. Jak ustaliła prokuratura, prowadząca śledztwo w tej sprawie, zostali przez niego przekierowani do nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Lekarz miał odmówić przyjazdu do dziecka i kazał leczyć je objawowo.

'Lekarz powiedział, że może przyjechać, ale nie wie, czy jest sens' (TVN24/X-NEWS)

Stan dziewczynki, która została w domu, dalej się pogarszał. W nocy rodzice ponownie wezwali pogotowie. Dziecko w stanie krytycznym trafiło do szpitala, ale w środę zmarło. Prokuratura bada jego śmierć mogła wynikać ze złej diagnozy lub zbyt późnego udzielenia pomocy.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

TVN24