Nawet 200 tysięcy złotych może wynieść odszkodowanie, jakie jeleniogórskie zakłady mogą zapłacić poszkodowanym w wyniku feralnej pomyłki z zamianą corhydronu na inny niebezpieczny lek zwiotczający.

Mamy sygnały o kilku przypadkach zgonów osób, które brały corhydron - mówi RMF minister zdrowia. Nie ma jednak dowodu, że zgon nastąpił po podaniu leku zwiotczającego, który znalazł się we fiolkach zamiast leku przeciwalergicznego. czytaj więcej

W Komendzie Głównej Policji powstał tajny raport dokumentujący kilkanaście przypadków zgonów, które najprawdopodobniej nastąpiły po zażyciu zamienionego corhydronu.

Trzeba to oczywiście udowodnić, dlatego policja podkreśla konieczność przeprowadzenia ekspertyz biegłych, nie wyklucza nawet ekshumacji zwłok. Praca biegłych sądowych będzie polegać na wykluczaniu innych przyczyn zgonu niż feralny corhydron, ponieważ środek ten bardzo szybko znika z organizmu. Jak twierdzą policjanci, u pacjentów wciąż jest spora partia zabójczego leku. Stąd ciągłe apele, by zgłaszać to na policję.

Do tej pory funkcjonariusze skontaktowali się z ponad 20 tysiącami osób, które zażywały lek: Już są rozpoczęte śledztwa, które prowadzą poszczególne jednostki policji i w tego rodzaju śledztwach prokurator może zarządzić różnego rodzaju czynności w tym nie wykluczając oczywiście ekshumacji - mówi rzecznik komendanta głównego policji Paweł Biedziak.

Najbardziej wstrząsająca jest historia 35-latka, który uskarżał się na silny ból gardła. Lekarz pogotowia podejrzewał, że to angina i zabrał chorego do szpitala. W karetce podał mu corhydron. Pacjent zaczął się dusić i stracił przytomność. Lekarz nie był w stanie go uratować.

Więcej o tej bulwersującej sprawie przeczytacie w dzisiejszym wydaniu „Dziennika”.