Nie tylko znikające słowa „lub czasopisma” pogrążają Aleksadrę Jakubowską. Na jaw wyszła kolejna sprzeczność w jej zeznaniach. Chodzi o termin zakończenia prac nad najbardziej kontrowersyjnym zapisem dekoncentracyjnym, który to stał się podłożem korupcyjnej oferty Rywina.

Przedmiotem wczorajszych dociekań posłów z komisji – a przede wszystkim Jan Rokity z PO – był termin i tryb pracy nad najbardziej kontrowersyjnym zapisem dekoncentracyjnym uderzającym w media.

Aleksandra Jakubowska zeznała w prokuraturze, że prace nad kontrowersyjnym zapisem zakończyła 18 lipca, czyli na parę dni przed uchwaleniem całej ustawy przez rząd. W rzeczywistości tak nie było. Po złożeniu przez Rywina pierwszej oferty łapówkarskiej Wandzie Rapaczyńskiej 15 lipca, Jakubowska zabrała się do roboty – treść kontrowersyjnego zapisu zmieniał się jak w kalejdoskopie.

Pani minister formułowała przepis tak, jak chciała, lub tak, jak jej to zasugerowano. Wprowadziła też w błąd oficjalne urzędy, przesyłając im nieaktualne projekty. Jednocześnie prowadziła ożywione rozmowy – głównie z przedstawicielami Agory. Poseł Rokita wyliczył kilka takich spotkań i to w ciągu zaledwie 5 dni.

A czy pani jest świadoma, że w toku tych spotkań doprecyzowano tak naprawdę kształt precyzyjny oferty Lwa Rywnia złożonej 15 lipca? - pytał Rokita. Zdenerwowana Jakubowska wybuchła: Jest to dla mnie obraźliwe i proszę, aby pan panie przewodniczący nie dopuszczał więcej do tego typu insynuacji!

Ale słynne już słowa „lub czasopisma” to nie wszystko co z projektu wyparowało. Zabrakło także słów „domniemanych” – chodziło o domniemanie nielegalnej koncentracji na rynku mediów. Jakubowska przyznała, iż sama to wykreśliła, nie konsultując tego z nikim. Dodała także: Im dłużej będą trwały prace komisji, tym więcej będzie znikających słów. Jakich – być może dowiemy się dziś – podczas kolejnego dnia zeznań pani minister.

Ale to nie jedyne poruszane wczoraj przez sejmową komisję wątki. Oczywiście posłowie pytali Jakubowską o rozmowę z dziennikarką PAP, podczas której minister powiedziała jej, że rząd celowo skreślił „lub czasopisma”. (To zeznania Anny Wojciechowskiej sprawiły, że szefowa gabinetu politycznego ponownie stanęła przed komisją). Jakubowska wypiera się tych słów, choć samej rozmowy nie pamięta. Nie pamiętała zresztą wielu innych rzeczy...

Pod koniec lipca naczelny "Gazety Wyborczej" poradził mi, bym wycofała się z życia publicznego – opowiadała dziś Aleksandra Jakubowska podczas przesłuchania przed komisją śledzcą. Chwilę później pojawiła się riposta Michnika: celem moich porad było... ratowanie wizerunku państwa polskiego. czytaj więcej

Za to doskonale Aleksandra Jakubowska zapamiętała radę Adama Michnika, który w lipcu zasugerował jej, aby wycofała się z życia publicznego. Jak tłumaczył to później naczelny „Gazety Wyborczej” - żona cezara powinna być poza podejrzeniem. Jej obecność psuje wizerunek naszego państwa, psuje wizerunek rządu i psuje wizerunek premiera. I każdy, kto uderzy w premiera, wystarczy, że wyciągnie tą sprawę i zaatakuje panią minister Jakubowską - mówił Michnik.

Dodajmy, że wkrótce przed komisją – jak postanowili dziś jej członkowie - stanie ponownie i redaktor naczelny „GW”, i Lew Rywin.

08:10