W Jerozolimie zebrał się izraelski gabinet bezpieczeństwa, by ustalić sposób reakcji na zamordowanie przez Palestyńczyków ministra turystyki Rehawama Zeewi. Prawdopodobnie Izrael zażąda od władz Autonomii ekstradycji przywódców palestyńskiego Frontu Ludowego, który przyznał się do dzisiejszego zamachu w Jerozolimie.

Były premier Benjamin Netanjahu powiedział wieczorem, że w razie odmowy ekstradycji Izrael powinien uderzyć na Autonomię Palestyńską z zamiarem odsunięcia od władzy Jasera Arafata. Zdaniem Netanjahu nie do przyjęcia jest oświadczenie Departamentu Stanu USA, że zamach na Zeewi'ego nie powinien przeszkodzić w procesie pokojowym z Palestyńczykami. Tymczasem Izrael zakazał już dziś Arafatowi korzystania z palestyńskiego lotniska Dahanije w Strefie Gazy. Zdaniem obserwatorów rząd Ariela Szarona znalazł się w nader trudnym położeniu. Z jednej strony nie chce rozgniewać Amerykanów, z drugiej nie może przejść do porządku dziennego nad dzisiejszym zabójstwem członka rządu.

75-letni Rehawam Zeewi, przywódca skrajnie prawicowej partii Zjednoczenie Narodowe, został śmiertelnie postrzelony rano w hotelu we wschodniej Jerozolimie przez niezidentyfikowanych sprawców. Po kilku godzinach zmarł w szpitalu. Do zamachu przyznała się organizacja Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny. W przekazanym mediom oświadczeniu Front poinformował, że zamach na ministra jest odwetem za śmierć w sierpniu tego roku w Ramallah jednego z przywódców Frontu - Abu Alego Mustafy.

foto Archiwum RMF

22:25