Kary 5 lat więzienia zażądał we wtorek prokurator Piotr Sowa dla rodziców dwóch małych chłopców, którzy latem 2016 roku zginęli w pożarze domu w Rajczy. Sąd Rejonowy w Żywcu ogłosi wyrok 29 marca.

Oskarżeni Karolina K. i Damian M. /Michał Szalast /PAP/EPA

Do pożaru drewnianego domu, w którym mieszkała rodzina, doszło w nocy z 1 na 2 lipca ubiegłego roku. Dym obudził ojca dzieci - Damiana M., który zaczął krzyczeć i uciekać. To obudziło Karolinę K., która wybiegła z domu z 4-letnim Oskarem. W domu pozostali 2-letni Patryk i 11-miesięczny Krystian. Ojciec po pewnym czasie próbował wrócić po nich, ale siła ognia była zbyt duża. Dzieci zmarły w wyniku zatrucia dymem i oparzeń. Rodzice byli pod wpływem alkoholu. Mieli go we krwi znacznie powyżej 2 promille.

Odpowiadający z wolnej stopy rodzice, oskarżeni o narażenie dzieci na niebezpieczeństwo i nieumyślne spowodowanie ich śmierci, nie przyszli we wtorek do sądu; nie mieli też obrońcy. Sąd zakończył proces, udzielając wcześniej głosu prokuratorowi.

Jak to możliwe, że ojciec z matką wiedząc, że jest pożar, uciekając z domu nie zabierają swoich dzieci? Moim zdaniem jedynym wytłumaczeniem irracjonalnego zachowania jest stężenie alkoholu u oskarżonych. Gdy wybiegli z płonącego domu, zamiast ratować dzieci, próbowali obudzić dziadka i babcię w sąsiednim domu, aby wezwali pomoc. Mijały sekundy, pożar się rozprzestrzeniał. Gdy wreszcie oskarżony spróbował wejść do płonącego domu, było już za późno - powiedział w mowie końcowej Piotr Sowa z żywieckiej prokuratury rejonowej wnosząc o skazanie oskarżonych na kary po 5 lat więzienia.

Podkreślił, że domaga się najwyższej przewidzianej kary dla obu rodziców ze względu na okoliczności w jakich doszło do tragedii i postawę rodziców, którzy nie uważają, że zrobili coś złego. Twierdzili, że nie byli pijani, choć tak naprawdę byli w stanie upojenia alkoholowego. To ten stan spowodował, że nie byli w stanie racjonalnie myśleć i podjąć działań, jakich oczekuje się od normalnego człowieka, który myśli trzeźwo - powiedział.

Oskarżyciel zwrócił także uwagę, że u oskarżonych po śmierci dzieci nie doszło do żadnej refleksji. Przywołał słowa policjantów, którzy zeznawali przed sądem. Półtora miesiąca po tragicznym pożarze zostali oni wezwani na interwencję do rodziny. Znowu była u oskarżonych libacja alkoholowa. Mieli wtedy pod opieką ocalone dziecko - podkreślił.

Sędzia Olga Kocot-Barabasz odroczyła ogłoszenie wyroku do 29 marca.

Z opinii biegłych wynika, że do pożaru doszło prawdopodobnie z powodu zwarcia instalacji elektrycznej.

(az)